Pokolenie Y w drodze na Mount Everest

Kolejny milenials spada ze ściany 🧗🏻‍♀️

Żyjemy w globalnej wiosce. Miejscu, w którym bez problemu możemy śledzić ludzi sukcesu. Ci którym się udało, zapewniają nas, że wszystko zależy od motywacji, ciężkiej pracy i poświęcenia. Wtórują im wszelkiej maści trenerzy biznesu i kołczowie od samorozwoju.

W tym wszystkim pojawia się moje pokolenie – ludzi pewnych siebie, zmotywowanych, przekonanych o swojej wyjątkowości, z biografią Steva Jobsa w plecaku. Dla części z nich sukces staje się obsesją, tym większą im dłużej się nie pojawia. Przecież wszyscy mówią, że wystarczy marzyć!

W ostatnim czasie obserwuję sytuacje, gdzie wspólne życiowe wyprawy dwójki ludzi zamieniają się w dramatyczny atak szczytowy jednej z nich. Silna potrzeba sukcesu sprzyja decyzji o porzuceniu bazy, tym samym ciężaru jakim w drodze na szczyt okazuje się partner. I być może wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że każda wspinaczka ma jednak wiele niepewnych chwytów. W takiej sytuacji odpadnięcie od skały bez asekuracji drugiej osoby może na długo przesłonić marzenia o zdobywaniu szczytów.

6 uwag do wpisu “Pokolenie Y w drodze na Mount Everest

  1. Kiedyś Mount Everest był zarezerwowany tylko dla najbardziej doświadczonych wspinaczy, nie rzadko zdobycie Dachu Świata był uwieńczeniem wieloletniej kariery jako alpinista i himalaista. Dziś to cel wielu komercyjnych wycieczek. Jeżeli nie na szczyt, to przynajmniej do pierwszej bazy pod M.E może dotrzeć każdy przeciętny Kowalski dzięki biurom podróży.
    Ale czasem przyroda upomina się o swoje, żądając należnej górom pokory…

    I z jednej strony to super, że możemy sięgać dalej i wyżej. Że mamy większe możliwości rozwoju niż np. nasi rodzice czy dziadkowie. Że świat i technologie stoją przed nami otworem. Ale slogan „możesz wszystko” jest złudny. Bo możemy wiele, często więcej niż nam się wydaje, ale nie wszystko jest dla wszystkich….

    Polubienie

    1. O cenie marzeń w ciekawy sposób mówił Łukasz Supergan, przy czym bardziej w kontekście swoich podróży. Bardzo słusznie wypunktował, że podróże wiele dają, ale też dużo zabierają. W jego wypadku samotne wyprawy zabrały relację z żoną, rodziną, znajomymi. Wydaje mi się, że wszystko tak naprawdę jest kwestią wartości.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s