Kto się wstydzi latać?

Coś czuję, że flygskam się u nas nie przyjmie. ✈️

Świat zwraca uwagę na ślad węglowy. Mówi się o tym, by zrezygnować z samolotów na rzecz podróży pociągami, by przesiąść się z samochodów na transport zbiorowy, by gasić światło, oszczędzać wodę, nie kupować plastiku, odpowiedzialnie segregować śmieci.

Kiedy się o tym przypomina, wszyscy z uznaniem kiwają głowami. Kiedy przychodzi do codziennych wyborów jakoś trudno zrezygnować z wygodnych rozwiązań. Skoro stać mnie na samochód to nie po to, by jeździć zatłoczonym tramwajem. Mam pieniądze, więc stać mnie na dietę w plastikowych pudełkach. Jestem zmęczony pracą, więc polecę wypocząć na drugim końcu świata. Przyjęliśmy konsumpcję jako wyznacznik jakości życia, co z założenia kłóci się z oszczędnym wykorzystaniem zasobów naszej planety. Niby się wstydzimy, ale jakoś tak bez przekonania.

Nie mam wątpliwości, że pojedynek wygody ‚tu i teraz’ z dobrem przyszłych pokoleń ‚tam i kiedyś’, wygra to pierwsze. Potrzeba naiwności szesnastolatki, by twierdzić inaczej.

18 uwag do wpisu “Kto się wstydzi latać?

  1. W sumie masz dużo racji… Na wakacje w Polsce też można pojechać pociągiem, ale wolimy zapakować się do własnego auta.
    Co prawda ilość przynoszonych do domu foliówek udało mi się ograniczyć, do pracy chętnie bym pojechała autobusem, ale… no właśnie tu znowu wybiorę wygodę… Moja miejscowość nie jest połączona komunikacją publiczną z miejscowością w której pracuję więc podróż musiałabym wydłużyć z 20 minut do 1h15 nie licząc czekania na przesiadkę, przejeżdżałabym też jakieś 10km więcej i musiałabym wcześniej wstawać czyli w tym względzie nie zmienię swojej wygody dla dobra ludzkości i planety…
    I na koniec powiem, że mi głupio ponieważ co jakiś czas zahaczam o tematy ekologiczne, martwię się tym jak mojemu dziecku będzie się tu żyło za 40 lat, chcę uważać się za kogoś kto stara się coś dla planety robić… I co? I jednak średnio to wychodzi…

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie no ekoświrem też nie byłam, wiem że pewnych rzeczy (przynajmniej na typ etapie) nie przeskoczę, z innymi mi nie po drodze. Ale wydawało mi się, że przejęcie tematem jest u mnie większe, niż się po zastanowieniu okazuje…
        Rozsądek i zmiany w miarę własnych mozliwosci… a może to już coś da…

        Polubione przez 1 osoba

  2. „Jedziemy ku przepaści, ale to nie ja jestem kierowcą tego autobusu.” Sądzę, że ludzkość sobie poradzi, ale na pewno świat będzie wyglądał inaczej. I za 100 czy 200 lat nikt sobie nie będzie w stanie wyobrazić, jak żyliśmy my, dzisiaj:-)

    Polubienie

    1. Ja jestem przeciwnego zdania. Uważam, że przy rosnącej wciąż liczbie ludności na Ziemi, rosnącemu standardowi życia opartemu własnie na konsumpcji, już niedługo dojedziemy do punktu, gdzie zabranie nam zasobów. Przejemy wszystko. Chyba, że zaczniemy zasiedlać inne planety. Ewentualnie w wyniku katastrofy klimatycznej przeżyje tylko niewielka część populacji. Sam jestem ciekawy rezultatu 😉

      Polubienie

      1. A ja sądzę, że rozprzestrzenią się choroby, na które już dzisiaj czasem jesteśmy odporni, więc będzie naturalna selekcja wymuszona przez nienaturalny tryb życia. Zostaną najsilniejsze jednostki, które przeżyją na tej resztce czystej planety, która być może się ostanie.

        Polubienie

  3. Jedną rzecz na pewno można zrobić – przestać jeść mięso lub przynajmniej zminimalizować jego spożycie do kilku – max. kilkunastu razy w roku. To naprawdę nie jest trudne, a do tego wychodzi na zdrowie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Myślę, że trzeba robić co się da, nawet minimalnie. Ograniczać, na ile można, czasem naruszyć swoją strefę komfortu. Ale maksymalizm nigdy się nie sprawdza – droga środka. Lepsza jedna mała rzecz, konsekwentnie (a tyle jest rzeczy do wyboru: ograniczanie mięsa, zaprzestanie używania plastiku, ograniczanie jeżdżenia samochodem) niż dyskusje bez końca. Zacznijcie od rezygnacji z używania wody w plastikowych butelkach i toreb jednorazowych i zmianę zobaczycie już po miesiącu w swoim koszu na śmieci 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. To słuszne podejście, ale obawiam się, że w skali calej planety moje reklamówki nie znaczą w zasadzie nic. I właśnie to jest mało pocieszające. Z drugiej strony życie oszczędnie jest po prostu przyzwoite i warto działać w ten sposób niezależnie od efektów w skali makro.

      Polubienie

  5. A ja myślę, że owszem – róbmy co możemy we własnym zakresie, ale bez zmian systemowych nasze wysiłki i tak pójdą na marne. No bo jeśli taka Elektrownia Bełchatów w ciągu sekundy spala tonę węgla, a w ciągu doby emituje 100 tys. ton CO2, to ile bym foliówek nie wzięła ze sklepów, to wszystko jak krew w piach. 😦

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się. Gdyby jeszcze ta energia była roztropnie użytkowana to miałoby to sens. Tak jak piszesz: Ile foliówek trzeba oszczędzić, by zniwelować świecący się na przeciwko neon galerii handlowej?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s