Wirus w koronie

Mam wrażenie, że od czasu wprowadzenia zakazu handlu, soboty w galeriach handlowych stały się tym, czym niedziele w kościołach: gromadzą wiernych jak żaden inny dzień w tygodniu. Do tego zarządcy prześcigają się w organizowaniu wewnętrznych eventów, aby to u nich pojawiło się jak najwięcej owieczek poszukujących handlowej dobrej nowiny (tu: atrakcyjnych promocji). Zadanie to jest o tyle ułatwione, że nie wymaga prowadzenia żadnych wojen religijnych – wszyscy wszak wyznają tę samą wiarę w uzdrawiającą moc pieniądza. Pytanie tylko gdzie go wydać, by dostać jak najwięcej.

Okazuje się, że handlowej liturgii nie są w stanie przeszkodzić nawet coraz głośniejsze ostrzeżenia o zbliżającym się koronawirusie i zalecenia, by w miarę możliwości unikać dużych skupisk ludzi. Dzisiaj byłem świadkiem jak dobre dwieście osób wraz z dziećmi na rękach w niesamowitym ścisku tłoczyło się wokół kilku stoisk na środku galerii, prawdopodobnie w celu odebrania jakiegoś darmowego upominku. Co ciekawe, w odwodzie zidentyfikowałem grupkę młodych ludzi o nieco ciemniejszej karnacji ubranych w kurtki z napisem Italia. Kierowali się w stronę KFC, zapewne po to by przywdziać korony i straszyć co bardziej rozumnych klientów.

No cóż, może regulamin galerii handlowych zakazuje przenoszenia chorób drogą kropelkową. A może to już etap robienia zapasów na wypadek zamknięcia wszystkich tego typu miejsc handlu? No nie, tego byśmy nie przeżyli. Wykończyłoby nas dużo szybciej niż jakiś tam wirus.

🦠

Lekko i wygodnie

Ostatnio po raz kolejny wybrałem się na intelektualną wycieczkę trasą ciągnącą się wokół Góry Rozsądku, z tym skromnym założeniem, że w końcu dotrę do końca i zrozumiem, dlaczego pomimo tak wielu doniosłych krzyków w sprawie klimatu, wciąż tak niewiele się zmienia. Punktem wyjścia była dla mnie informacja, że oto Coca-Cola zdecydowała się nie rezygnować z plastikowych butelek, bo klienci je lubią, bo są lekkie, wygodne i da się je zakręcić.

No dobra, wróg klimatu wykonał ruch, pora na moją odpowiedź. Ekologiczna intuicja podpowiada mi, że należałoby teraz ze wszystkich sił zbojkotować krnąbrnego producenta napojów. No ale jak to? Tylko Coca-Colę? Przecież inni robią dokładnie to samo – wszyscy mają plastik za uszami. Może trzeba w całości przerzucić się na szkło, czyli coś czego nie lubią klienci, bo jest ciężkie, niewygodne i nie da się zakręcić.

No dobra, przemęczę się, ale co jak przyjdą znajomi? Podejmę ich krzysiem, tonikiem jurajskim i sprytnym zbysiem? Już to widzę. Najpierw nazwą mnie ekologicznym ultrasem, a potem wytkną, że mocno oszukanym, bo szklane butelki trzymam w plastikowych skrzynkach. Na koniec, jak w jakimś fatalnym horrorze, wyciągną swoje dwulitrowe cole w plastikowych butelkach i sunąc w moją stronę z upiornym uśmiechem zaczną powtarzać, że wszyscy klienci je lubią, bo są lekkie, wygodne i da się je zakręcić.

W takiej sytuacji uzbrojony prawdopodobnie jedynie w otwieracz do kapsli z napisem Władysławowo, mógłbym co najwyżej zrobić urażoną minę i krzyknąć coś w stylu „how dare you”. W taki oto sposób kończy się każda moja próba zrozumienia mechanizmów prowadzących do sytuacji, w której wszyscy wszystko wiedzą, ale nikt niczego nie robi. Ale my chyba właśnie takie życie lubimy. Lubimy, bo jest lekkie, wygodne i da się je zakręcić.

🥤

Standard pięciu gniazdek

Bezustannie dyskutujemy o odnawialnych źródłach energii, rosnących cenach prądu i wszystkim tym, co powinniśmy zmienić, żeby zapewnić odpowiednią podaż prądu. Jakoś nikt szczególnie nie chce zabrać się za drugą stronę tej układanki, czyli próbę ograniczenia naszego zapotrzebowania na energię.

Policzyłem ostatnio ilu gniazdek elektrycznych potrzebuję do życia. Wyszło pięć: router, lodówka, pralka i komputer, które wpięte są na stałe, a okresowo także ładowarka do telefonu albo nocna lampka. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę wspomnienia z dzieciństwa u dziadków, gdzie jeden kontakt przypadał na jeden pokój, uważam, że całkiem sporo. Przekładając tę matematyczną prawidłowość na standard życia, należałoby uznać, że żyję w pięciokrotnie wyższym standardzie niż moi dziadkowie: standardzie pięciu gniazdek. Teza taka brzmi co najmniej intrygująco.

Wydawałoby się też, że skoro z codziennych zajęć wyręcza mnie aż pięć urządzeń to powinienem mieć zdecydowanie więcej czasu niż kiedyś. Tu akurat tendencja jest dokładnie odwrotna, co uważam za kolejny argument za tym, że świat staje na głowie. Pytanie, czy energia z wiatraków wystarczy, by powstrzymać tę nienaturalną pozycję przed upadkiem.

🔌