Standard pięciu gniazdek

Bezustannie dyskutujemy o odnawialnych źródłach energii, rosnących cenach prądu i wszystkim tym, co powinniśmy zmienić, żeby zapewnić odpowiednią podaż prądu. Jakoś nikt szczególnie nie chce zabrać się za drugą stronę tej układanki, czyli próbę ograniczenia naszego zapotrzebowania na energię.

Policzyłem ostatnio ilu gniazdek elektrycznych potrzebuję do życia. Wyszło pięć: router, lodówka, pralka i komputer, które wpięte są na stałe, a okresowo także ładowarka do telefonu albo nocna lampka. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę wspomnienia z dzieciństwa u dziadków, gdzie jeden kontakt przypadał na jeden pokój, uważam, że całkiem sporo. Przekładając tę matematyczną prawidłowość na standard życia, należałoby uznać, że żyję w pięciokrotnie wyższym standardzie niż moi dziadkowie: standardzie pięciu gniazdek. Teza taka brzmi co najmniej intrygująco.

Wydawałoby się też, że skoro z codziennych zajęć wyręcza mnie aż pięć urządzeń to powinienem mieć zdecydowanie więcej czasu niż kiedyś. Tu akurat tendencja jest dokładnie odwrotna, co uważam za kolejny argument za tym, że świat staje na głowie. Pytanie, czy energia z wiatraków wystarczy, by powstrzymać tę nienaturalną pozycję przed upadkiem.

🔌

2 thoughts on “Standard pięciu gniazdek

  1. Twoje przemyślenia są słuszne. Już dawno zauważyłam, że mam mniej czasu niż wtedy, gdy udogodnień typu: zmywarka, żelazko na parę, pralko-suszarki nie miałam. Szybko doszłam do wniosku, że to internet zabiera cenny czas, chociaż włączam go raz dziennie.
    Serdeczności zasyłam

    Liked by 1 person

  2. A ja myślę, że wciąż sięgamy zbyt wysokich zobowiązań. Jak mogłoby być skutecznie propagowanie oszczędności, skoro w naszych głowach to jest wciąż nie nasze. Nie w granicach mojego terytorium, a więc poza moją troską.
    Pewnego razu czekałem na autobus i gapiłem się na chodnik. Pewnie patrzę tak, jak wszyscy patrzą. Nic nie widząc. Nie skupiając się ani trochę na tym. Przez miasto poruszam się na pamięć. Ale w pewnym momencie uświadomiłem sobie, na co patrzę. Zobaczyłem szczegóły. Drobiazgi. Artefakty. Złapałem kontakt ze światem rzeczywistym z dokładnością do piksela. Zobaczyłem śmieci. Białe placki, którymi upstrzona jest kostka brukowa chodnika. Setki, tysiące przeżutych gum. Pety. Butelki. Bilety. Kapsle. Wszystko. Wszystko nasze osobiste. Wszystko, czego nie zrobilibyśmy z dywanem, balkonem, podwórkiem. To terytorium jest niczyje. Tu można. To nasza ziemia. Nie przyjdzie żaden Duch i nie odmieni oblicza ziemi. Tej ziemi. Nie zdrapie gum z chodnika.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s