Turysta w świecie historii

Ostatnie miesiące spędziłem na zgłębianiu tematyki drugiej wojny światowej, głównie kwestii obozów koncentracyjnych. Czytałem, oglądałem, a wydarzenia z przeszłości ciążyły jak kamień przywiązany do głowy. Próbowałem nawet na chwilę uciec w zupełnie innym kierunku, mianowicie w świat Tybetu, ale i tam dopadły mnie wojenne upiory – autorka „Daleko wysoko…” przez dziesięć lat zajmowała się tym, co ja próbowałem zrozumieć w oparciu o kilka zaledwie książek i filmów.

Zgłębianie obozowych historii odstawiam na boczny tor. Doszedłem do wniosku, że ilość przeczytanych publikacji w żaden sposób nie przybliża mnie do pełnego zrozumienia wojennej tragedii. Wszystkie te obrazy są niby wyraźne, ale w gruncie rzeczy zbyt odległe dla współczesnego człowieka. W pewnych momentach odczuwałem nawet coś w rodzaju historycznej zniewagi, której dopuszczałem się czytając o marszach śmierci, sam siedząc pod kocem z kubkiem gorącej herbaty w ręce. Czułem się jak naiwny turysta, któremu w bezpiecznych warunkach uchyla się wrota okrutnej przeszłości i czeka na ożywioną reakcję. Turysta myśli, że dotyka istoty sprawy, podczas gdy ta pozostaje daleko poza jego zasięgiem. Jak blisko by nie podchodził, nigdy nie będzie w stanie zrozumieć tragedii tamtych lat. Najlepszym dowodem na intelektualną niedostępność przeszłości są współczesne rysunki na obozowych pryczach w jednym z baraków w Treblince. „Rafał z Torunia to był” – oto cała refleksja na temat wydarzeń, które miały tam miejsce.

Niestety dla mnie, człowieka wychowanego w czasach pokoju i dobrobytu, zapuszczanie się w otchłań wojennego nieszczęścia jest z góry skazane na porażkę. Mogę czytać, ale nigdy w pełni nie zrozumiem. Dla mnie historia to nie tylko fakty, ale i doświadczenia, a tych póki co nie potrafimy jeszcze przenosić z człowieka na człowieka. Może i lepiej. Niech tak zostanie.

👴

2 uwagi do wpisu “Turysta w świecie historii

  1. czas tworzy dystans. Odległość fizyczna również tworzy dystans psychiczny. oglądałam kiedyś śp. Grzegorza Miecugowa, który opowiadał o rozmowie ze swoim przyjacielem Australijczykiem. Gdy ten przyjaciel dowiedział się, że Niemcy zburzyli tak doszczętnie Warszawę, ponoć zareagował – w sumie całkiem logicznym – pytaniem: I NIE ODBUDOWALI? … No nie. Nie odbudowali. Wtedy też miałam taką refleksję, że Australijczycy, choćby nie wiem jak się starali, nie są w stanie zrozumieć, co się u nas działo. Jak było w obozach koncentracyjnych, my również NA CAŁE SZCZĘŚCIE nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Myślę, że odległość miedzy jednym a drugim pokoleniem jest często większa niż nam się wydaje, każde ma jakiś swój zestaw przeżyć, często niezrozumiały dla ludzi młodszych. Dlatego też pomimo wysiłków nie jestem w stanie w pełni zrozumieć tamtych czasów, bo to jedynie składanie fragmentów wydarzeń, odczuć i relacji. Tak czy inaczej wolę jednak swoje czasy.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s