Z dużej książki mała treść

Przystanąłem ostatnio przy witrynie jednej z księgarni, żeby zapoznać się z wydawniczymi nowościami. W takich chwilach zawsze uświadamiam sobie, jak długa jest moja lista książek do przeczytania i jak bardzo złym pomysłem jest dokładanie do tego kolejnej lektury.

Mimo wszystko moją uwagę zwróciła książka z dużym tytułem „Netflix, to się nigdy nie uda” pisanym trzema różnymi czcionkami. Poniżej umieszczone zostało imię i nazwisko autora z dopiskiem, iż jest to współzałożyciel i pierwszy CEO Netflixa. Na samej górze dodano wyjaśnienie: „Narodziny platformy oraz niezwykłe życie samej idei”. Na to wszystko nadrukowany został stempelek z cytatem z innego pana, tym razem dyrektora generalnego Netflixa. Cytat brzmi: „Wciągająca i mądra.” Koniec cytatu.

Jak się okazuje, obaj wymienieni na okładce panowie byli założycielami Netflixa, przy czym tylko jeden jest autorem książki. Czyli trochę tak, jakby książkę o idei supermarketu napisaną przez Piotra polecał brat Paweł. Muszę przyznać, że jest to dość przewrotna strategia promocji.

Piszę o tym, ponieważ tuż obok stała inna książka z dokładnie dwoma słowami umieszczonymi na okładce: Platon, Państwo. Nie miała na sobie żadnych dodatkowych wyjaśnień, gwiazdek, gwizdków, dzwoneczków, kokardek, stempelków, brokatu, kolorowych czcionek czy opinii starożytnych kolegów po fachu. Co prawda obie książki zostały napisane w zupełnie różnych czasach, w innym celu i zapewne dla innych czytelników, niemniej stawiając je tuż obok siebie bardzo wyraźnie widać, że coś tu się nam rozjechało, jeśli chodzi o koncepcję książki.

Osobiście nie mam zbyt wielkiej przyjemności w zanurzaniu się w lekturę, która już na etapie okładki zapewnia, że jest interesująca i warta uwagi. Niestety dookoła mamy coraz więcej takich krzykliwo-jarmarcznych publikacji – najpierw biją po oczach ustawione w dziale nowości, potem przecenione czekają na litość gdzieś w koszu z przecenami. A my zamiast czytać książki, czytamy okładki.

PS. Zastrzegam, że opisanej powyżej książki autorstwa Randolpha Marca nie przeczytałem. Nie wykluczam zatem, że w istocie może być to wciągająca i mądra książka.

🌧

Książki kupuję, nie wypożyczam. Niestety

Mam trochę problem z kupowaniem książek 📖

Z jednej strony bardzo lubię odwiedzać księgarnie, przeglądać półki z nowościami, pytać o nowe i stare tytuły, na końcu wracać do domu z nową książką i po prostu czytać. Z drugiej mam świadomość, że poza kilkoma ulubionymi pozycjami do większość książek nie będę wracać tak często i po przeczytaniu nie będą mi raczej szczególnie potrzebne.

Próbowałem przerzucić się na czytanie książek z bibliotek, ale tu pojawiły się dwie zasadnicze przeszkody: Po pierwsze, o ile nie ma problemu z dostępnością starych tytułów, o tyle o nowe pozycje trzeba walczyć z szybkością i zaangażowaniem godnym maklera giełdowego przy jednoczesnej niemałej wiedzy na temat zasad działania systemu. A te, mam wrażenie, są zupełnie inne dla każdej biblioteki – zasady rezerwacji, przedłużenia, kolejka oczekujących, katalog centralny, katalog lokalny, itd. Na szczęście jest pani Danusia, która potrafi pomóc, kiedy skończą mi się już pomysły na prawidłowe wypełnienie rewersu.

Po drugie, odwiedzając bibliotekę zawsze staram się wypożyczać kilka tytułów na raz i nie zawsze jestem w stanie zwrócić je na czas. W konsekwencji chcąc wypożyczyć kolejne książki muszę uregulować karę ze przetrzymanie poprzednich tytułów. Panie z wypożyczalni w takich sytuacjach zachęcają mnie do zrobienia prolongaty, ale jakoś mam wrażenie, że może ktoś właśnie czeka na moją książkę i przedłużając termin zwrotu sprawię mu przykrość. Posiadanie książki na własność jest pod tym względem bardzo wygodne.

Tak sobie myślę, że są pewne rzeczy na których nie warto oszczędzać, a jedną z nich są kupione na własność książki. Coś czuję, że szybko nie zrezygnuję z tej przyjemności.

PS Pani Danusiu, jeśli pani czyta ten wpis, to obiecuję, że do końca tygodnia oddam resztę książek i ureguluję zaległości. Pozdrawiam!