Jaworowi ludzie

Pamiętam z dzieciństwa grę w budowanie mostów. Budowniczymi byli niejacy jaworowi ludzie, którzy pracowali na zlecenie pana starosty. Śpiewało się o tysiącu przepuszczonych koni i jednym, pod którym most się zawalał. Doczytałem, że zabawa ma bardzo piękną i długą polską tradycję, ale teraz nie o tym.

Być może moje skojarzenia będą nieco oderwane od rzeczywistości, ale dzisiaj stojąc na światłach pomyślałem, że każdy z nas buduje taki most. Most, który wychodzi z wczesnych lat młodości i rozciąga się aż do bezpiecznej starości. Jest to konstrukcja, której nie tworzą stalowe przęsła, ale podejmowane kolejno w życiu decyzje. Dla jednych będzie to betonowa estakada wznoszona pod nadzorem majętnych rodziców, inni zmuszeni będą do poruszania się po niestabilnej drewnianej kładce. Wszyscy zmierzają jednak mniej więcej w tym samym kierunku: w stronę swoich mniejszych czy większych celów i marzeń.

I tak jak w zabawie o jaworowych ludziach od czasu do czasu nadchodzi moment, że skrupulatnie budowany most zawala się pod nami grzebiąc w gruzach większość dotychczasowych planów. Wtedy wszyscy eksperci głoszący stabilność i bezpieczeństwo naszych czasów rozkładają ręce kręcąc głową z niedowierzaniem. Myślę, że jeśli jest nad nami jakiś Starosta to właśnie patrzy na świat i nuci: „Jawor, Jawor, jaworowi ludzie, co wy tu robicie?”

🌉

Pokolenie Y w drodze na Mount Everest

Kolejny milenials spada ze ściany 🧗🏻‍♀️

Żyjemy w globalnej wiosce. Miejscu, w którym bez problemu możemy śledzić ludzi sukcesu. Ci którym się udało, zapewniają nas, że wszystko zależy od motywacji, ciężkiej pracy i poświęcenia. Wtórują im wszelkiej maści trenerzy biznesu i kołczowie od samorozwoju.

W tym wszystkim pojawia się moje pokolenie – ludzi pewnych siebie, zmotywowanych, przekonanych o swojej wyjątkowości, z biografią Steva Jobsa w plecaku. Dla części z nich sukces staje się obsesją, tym większą im dłużej się nie pojawia. Przecież wszyscy mówią, że wystarczy marzyć!

W ostatnim czasie obserwuję sytuacje, gdzie wspólne życiowe wyprawy dwójki ludzi zamieniają się w dramatyczny atak szczytowy jednej z nich. Silna potrzeba sukcesu sprzyja decyzji o porzuceniu bazy, tym samym ciężaru jakim w drodze na szczyt okazuje się partner. I być może wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że każda wspinaczka ma jednak wiele niepewnych chwytów. W takiej sytuacji odpadnięcie od skały bez asekuracji drugiej osoby może na długo przesłonić marzenia o zdobywaniu szczytów.