Wieża kontroli lotów

Na temat jednego dnia trudno powiedzieć coś więcej ponad to, że był dobry lub zły. Niewiele można powiedzieć też o tygodniu, który poza tym, że grupuje dni w siódemki, sam w sobie jest zbyt krótki, by poddać go szerszej ocenie. Tygodnie są na ogół męczące; często mówi się: „jak to dobrze, że ten tydzień już się kończy”. Niestety za nim przychodzi kolejny, dokładnie taki sam jeśli idzie o czas, który będziemy mieć do dyspozycji.

Trochę więcej można powiedzieć natomiast o miesiącu, który jest pewnego rodzaju łącznikiem pomiędzy rutyną rozciągniętą od poniedziałku do niedzieli, a szerszą perspektywą całego roku. Dopiero posłużenie się miesiącem jako jednostką czasu daje możliwość w miarę sprawnego nawigowania po niedawnej przeszłości i najbliższej przyszłości. Zarówno wszelkie podsumowania jak i plany, jeśli budować je na bazie dni czy tygodni, wydają się jakoś śmieszne małe. Powagi nadaje dopiero miesiąc jako najmniejszy fragment czasu dostrzegalny z perspektywy całego życia. To właśnie z powagi miesięcy buduje się majestat mijających lat (tak chętnie podsumowywanych ostatniego dnia roku), z lat natomiast tworzą się dekady, których w życiu przeciętnego człowieka jest mniej więcej tyle, co dni w tygodniu. Jeśli przyjąć tę optykę to u mnie jest już środa wieczór, a wciąż jakby tęsknię za wtorkiem.

Bywa, że zastanawiam się, jak pokierować tym wielkim, rozciągniętym w czasie jak miech akordeonu monstrum nazywanym życiem. W jaki sposób, dysponując zaledwie kilkunastoma godzinami w ciągu całego dnia, ukierunkować ten rozlewający się latami potok decyzji i wydarzeń, tak aby efekt końcowy były chociaż w minimalnym stopniu zadowalający. Czuję się przy tym jak pilot samolotu, któremu kazano lądować w zupełnej mgle na nieznanym lotnisku. Ale przecież i to jest możliwe, o ile ma się dobrego nawigatora. I chyba o to w tym wszystkim chodzi: o doświadczonego człowieka, który skoryguje lot w nieznane i sprowadzi bezpiecznie na ziemię.

Myślę, że warto jak najszybciej odnaleźć taką osobę, bo jak pisała Wisława Szymborska, „życie, choćby i długie, zawsze będzie krótkie”. Na końcu i tak trzeba będzie gdzieś lądować.

🛬

Mam dobrą wodę

Stojąc dzisiaj w jednym z supermarketów przed długim i wypełnionym po brzegi regałem z wodą przypomniał mi się fragment Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego:

„Mam dobrą wodę, ze swojej studni. (…) Wiele osób z domków przychodzi do mnie po tę wodę. Nie mogą się nachwalić, co za woda, co za woda. Kto kiedyś chwalił wodę, niech pan sam powie. (…) Bo niektórzy i dla sąsiadów w mieście biorą w prezencie. Do czego to doszło, woda w prezencie. Zwyczajna woda. Pomyślałby pan, że się kiedyś z wodą coś takiego stanie? Powiem panu, to najdokładniejsza miara, co się stało ze światem.”