Wysoka dziewczyna, czyli jak bardzo nie rozumiem wojny

Zastanawiam się czasem, jak długo byłbym w stanie wytrzymać w obliczu wojny i czy w ogóle. ⚔️

Do takich nietypowych przemyśleń jak na dwudziesty pierwszy wieku skłonił mnie seans „Wysokiej dziewczyny”, filmu który opowiada o próbie wyjścia z traumy drugiej wojny światowej. Wojnę znam wyłącznie z lekcji historii, starych fotografii i filmów właśnie. Łatwo mi o tym rozmawiać z perspektywy wygodnego fotela, dużo trudniej zrozumieć, czym wojna jest w rzeczywistości nie przeżywając jej na własnej skórze.

Biorąc pod uwagę że nigdy nie byłem głodny dłużej niż przez dziesięć godzin, nigdy porządnie nie zmarzłem, nie musiałem przymusowo opuszczać domu, nie byłem więziony ani nie doświadczyłem przemocy, która mogłaby zagrażać mojemu życiu, to moje rozumienie wojny jest raczej nikłe, jeśli w ogóle można powiedzieć, że wojnę w jakikolwiek sposób rozumiem. W tym kontekście zupełnie nie wyobrażam sobie swojego pokolenia w obliczu jakiegokolwiek poważniejszego konfliktu. Emotikony z polską flagą, bicepsem i karabinem wklejane na facebooka mogłyby okazać się niewystarczające do obrony kraju.

Z drugiej strony cieszę się, że dane mi jest żyć w bezpiecznych i dostatnich czasach. Może to głupie, ale wolę, żeby wojna pozostała dla mnie wyłącznie absurdalnym wspomnieniem z dzieciństwa, gdzie podczas obiadu nie mogłem się nadziwić, dlaczego moja prababcia nakłada drugie danie na ten sam talerz, z którego przed chwilą jadła rosół.

– Babciu, przecież to jest brudne po zupie, pod spodem masz talerz! – śmiałem się jako dziecko. A babcia tylko uśmiechała się w milczeniu głaszcząc mnie po głowie.

Ziemio, giń!

Coraz więcej mówi się o niekorzystnym wpływie człowieka na środowisko, emisji dwutlenku węgla i produkcji ogromnej ilości śmieci. Niestety nic z tego nie wynika, bo news o wysychających rzekach wsadzony pomiędzy relację z nudnej konwencji politycznej, a informację o zepsutym tramwaju ogląda się i przyjmuje jak element krajobrazu. Już dwadzieścia lat temu Agent Smith słusznie stwierdził, że rozmnażamy się i konsumujemy zupełnie jak wirus dążący do wyniszczenia organizmu, na którym żeruje. Przyjęcie takiego punktu widzenia powoduje, że czuje się delikatnie mówiąc nieswojo…