Upadek rozrywki

Jedną z niewielu rzeczy, które tak dobrze oddają ducha zmian dzisiejszego świata, jest YouTube. 🎬

W zakładce „Na czasie” zaproponowano mi ostatnio film pod wdzięcznym tytułem „Kto DŁUŻEJ będzie CAŁOWAĆ ŚMIETNIK, wygrywa 10.000 zł”. Tytuł precyzyjnie oddaje fabułę, bo poza całowaniem wielkiego kubła przez grupę chłopaków nie dzieje się w zasadzie nic innego.

Nie wiem czy bardziej zasmucił mnie fakt, że taki film: (i) został zaproponowany mi na podstawie moich preferencji, co odbieram jako osobistą porażkę, (ii) został wyświetlony prawie milion razy (dla porównania przez co drugiego mieszkańca Warszawy), (iii) zebrał prawie 50 tys. lajków (Wejherowo lubi to!). Jeżeli naprawdę tak wygladą rozrywka proponowana u progu trzeciej dekady XXI wieku przez światowego giganta w tej branży, to chyba coś tu jest nie tak.

Qvo vadis munde?!

Komu wolno pisać książki

Celebryci powinni mieć zakaz wydawania książek, tak uważam. Spora cześć tych kolorowych poradników ma wartość porównywalną do jednorazowych słomek: kupić, użyć, wyrzucić. Książki te nie niosą niestety żadnych uniwersalnych wartości, co potwierdza konieczność intensywnej reklamy w pierwszej fazie sprzedaży i mocne przeceny w końcowym okresie promocji. Po kilku tygodniach można je kupić za parę złotych, co jest niczym innym, jak zagraniem na nosie czytelnikom, którzy książkę kupili w oryginalnej cenie. Należy odróżnić pisarza, książkę i czytelnika od celebryty, produktu i konsumenta.