pik, kier, trefl i karo

Masz karty? 🃏

Przyznam, że nie słyszałem tego pytania już od wielu lat. A przecież jeszcze nie tak dawno karty do gry były podstawą każdego wyjazdu. Grało się w Pana, Kuku, Durnia i jeszcze parę innych, których bez Wikipedii nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Była też oczywiście nudna i niekończąca się wojna, gra która w swoim założeniu miała chyba pokazywać bezsens jakichkolwiek konfliktów. Najdłużej przy życiu utrzymał się Poker, ale w tym wypadku źródeł sukcesu upatrywałbym raczej w jego hazardowych odsłonach – w moim przypadku była to jakże emocjonująca gra na zapałki.

Czy nasze wnuki będą grać w karty? Czy w świecie wirtualnej rzeczywistości ktokolwiek będzie zainteresowany emocjami jakie towarzyszą siedzeniu przy stole i wyrzuceniu kolejnych kartoników? Obawiam się, że nie. Co więcej wydaje mi się, że klasyczna talia kart trafi wkrótce do muzeum (zapewne gdzieś w okolice ilustracji przedstawiających grę w toczenie koła), a pik, kier, trefl i karo będą kojarzone raczej z czymś pomiędzy gatunkami koni a fajnymi imionami dla psów.

I tak oto po cichu zakończy się piękna historia klasycznych gier karcianych.

Niezapisane historie

Trzy lata temu podjąłem się wyjaśnienia pewniej osobliwej historii, która wydarzyła się niemal 100 lat temu. Jedyne czego jestem po tym czasie pewny, to lekkość z jaką niezapisane historie ulatują z miejsc i świadomości.

Skandale, o których kiedyś huczało całe miasteczko, gasną w ciszy razem z ostatnim świadkiem wydarzeń, ponownie przybierając status „nigdy nie było”. Fotografie z tamtych lat potwierdzają sucho istnienie tego czy tamtego człowieka, ale milczą o ich tęsknotach i miłościach. Z powodu braku jakiegokolwiek narratora historie zmuszone są do przejścia z dumnej strefy faktów do obszaru trywialnych domysłów, wzbudzających już tylko łagodne uśmiechy litości.

Niezapisane historie ulatują bezpowrotnie jak puszczony w roztargnieniu dziecięcy balonik z helem. 🎈