Świat miliona bodźców

Ostatnimi czasy próbuję wypracować strategię poruszania się w świecie miliona bodźców. 🙉

Sprawa trudna i zdradliwa, bo nawet w sytuacji kiedy udaje mi się na chwilę zatrzymać artylerię powiadomień, szybko okazuje się, że tak naprawdę znajduję się w oku cyklonu. Tam też wiatr cichnie, by za chwilę uderzyć z podwójną mocą.

Dawno już wyłączyłem wszelkie powiadomienia w telefonie. Ostrożnie oglądam telewizję – tutaj atak jest wyjątkowo brutalny, bo reklama uderza niepodziewanie, najczęściej w trakcie filmu. Unikam egzotycznego w swojej nazwie sportu zwanego ‘serfowanie po internecie’. Teraz każdą rzecz w sieci sprawdzam ostrożnie, najczęściej ubrany w żelazny hełm marki AdBlock. Do kina staram się spóźniać, radio włączam po pełnej godzinie. Brzmi jak dzień świra, ale myślę, że dzięki temu chociaż częściowo uchroniłem się przed wiedzą o najnowszych lekach na upławy, brak apetytu u psa czy najlepszej wersji magnezu.

Sprawa komplikuje się, kiedy jestem w pracy. Tutaj przyjmowanie, przetwarzanie i odsyłanie informacji stanowi podstawę moich obowiązków. Czasem pocieszam się, że to tak naprawdę jedna wielka gra w tenisa, gdzie zamiast rakiet mamy komputery, a zamiast piłeczek maile. Niestety trudno zachować optymizm, kiedy w moją stroną leci jednocześnie dwanaście różnych piłek.

Ostatecznie myślę, że wcale nie muszę być na bieżąco ze światem, z tymi wszystkimi wiadomościami, zdjęciami znajomych, filmami na YouTube. Dzisiaj wiedzieć wszystko, to nie wiedzieć nic. I lepiej dojść do takich wniosków w domowym zaciszu niż na kozetce u psychologa.