Eksperyment

Mam jakieś takie wewnętrzne poczucie, że świat się nam rozregulował. Rozjechał na boki i nikt za bardzo nie ma pomysłu, jak złożyć go z powrotem. Niezwalniająca tempa pandemia, zmiana światowego układu sił, walka w cyberprzestrzeni, nieustanne manewry militarne, uchodźcy i populiści, a do tego zyskujące coraz większą popularność teorie spiskowe i czerpanie wiedzy o świecie z memów. Wszystko to tworzy jakiś makabryczny obraz charakterem przypominający bardziej dzieła Beksińskiego, niż panoramę ułożonego i zaplanowanego świata, jakim wydawał mi się on na początku XXI wiek.

Edwin Bendyk w swojej najnowszej książce pyta prowokująco (a może zupełnie racjonalnie), czy Polska przetrwa do 2030 r.? Na szybko, odpowiedziałbym, że musi, bo przecież mamy Szymona Hołownię z projektem Polska 2050. Pytanie, co to będzie za Polska i co to będzie za świat. O tym, że na naszych oczach tworzy się coś nowego, nikt już chyba nie ma wątpliwości.

Kiedyś czytałem Baumana i nie rozumiałem, czym jest ta rzekoma płynna nowoczesność. Z perspektywy jednego dnia przecież wszystko jest doskonale identyczne: codziennie obracamy małe zębatki dni, które poruszają te większe odpowiedzialne za tygodnie, miesiące i lata. Niby nic się nie zmienia, ale jeśli wystawić głowę poza ten nudny mechanizm, okaże się, że nic już nie jest stałe, że wszystko płynie w wartkim nurcie technologii i postępu. Dokąd? Tego być może dowiedzą się kiedyś nasze wnuki.

W dwóch trzecich drogi przez dwa tysiące dwudziesty dochodzę do wniosku, że nie nadążam już za obrazkami, które pojawiają się za oknem. Widzieć, a rozumieć to dwie różne rzeczy. Czytanie być może zmniejsza w jakiś sposób poziom bezradności, ale z pewnością nie daje poczucia, że świat da się przewidzieć czy zaplanować. Nieprzewidywalność z kolei to jedna z pierwszych oznak braku kontroli.

Myślę, że na naszych oczach odbywa się właśnie wielki światowy eksperyment, w którym każdy ma swój własny zestaw odczynników, a co gorsza, własną hipotezę do udowodnienia. Spodziewam się, że na rezultat nie przyjdzie nam długo czekać.  

👨‍🔬

Radio Dramat, codzienna dawka niepokoju dla Ciebie i Twojej rodziny

Mam takie stare radio, z którego czasem lubię posłuchać muzyki. Pech chciał, że ostatnio zacząłem bawić się pokrętłem strojenia o pełnej godzinie, a to, co usłyszałem łapiąc kolejne fale przeszło moje, i tak już niezbyt wysokie, oczekiwania.

Brzmiało to mniej więcej tak: Kolejne niepokojące wiadomości płyną zza granicy (…); Eksperci biją na alarm (…); Nowy niebezpieczny dopalacz na polskim rynku (…); Rodzinna tragedia w Rudzie Śląskiej (…); Rośnie liczba zakażonych koronawirusem (…); Dramatyczna akcja ratunkowa na jeziorze w Pile (…); USA i Chiny zmierzają w kierunku, z którego nie ma powrotu (…); Siedem osób zginęło, a trzydzieści dwie zostały ranne po tym, jak (…).

Po tej osobliwej wycieczce od 88 do 108 FM wyjrzałem profilaktycznie za okno w poszukiwaniu lecącej w moją stronę asteroidy. Przyznam, że gdybym zobaczył zbliżającą się kulę ognia, nie byłbym chyba szczególnie zmartwiony. Biorąc pod uwagę ogrom nieszczęścia, o jakim zostałem właśnie poinformowany, unicestwienie naszej planety postrzegałbym raczej jako pewnego rodzaju promyk nadziei na lepsze jutro.

Naprawdę nie mam pojęcia skąd wziął się pomysł, by serwis informacyjny opierać przede wszystkim na dramatycznych wydarzeniach z całego świata. Co mam zrobić z informacją o katastrofie kolejowej w Rio de Janeiro? Przypominać sobie o niej za każdym razem, kiedy będę wsiadać do pociągu? Człowiek odgrzewa sobie dobry nastrój z resztek po miłych rzeczach, a tu wpada taka informacyjna Magda Gessler i zaczyna rzucać talerzami.

Nie pozostaje nic innego, jak ubrać się w elegancją koszulę, położyć wygodnie i domknąć wieko trumny. W środku niech przygrywa radyjko na baterie – to na wypadek zwątpienia, że na świecie dzieje się jeszcze coś dobrego.

📻

CYFROWE BEZGŁOWIE

Nad moim łóżkiem zawiesiłem małą półkę, na której kładę telefon. Jest to rozwiązanie nadzwyczaj wygodne, bo pozwala mi sięgnąć po niego zaraz po przebudzeniu. Kiedy ja śnię o fantastycznej krainie, gdzie ludzie komunikują się patrząc sobie w oczy, on oddaje się aktualizacyjnej medytacji, by od rana organizować mój dzień.

Bez niego byłbym zaledwie cieniem swojej własnej osoby. Charakterem z dykty. Pozostawiony sam sobie prawdopodobnie nie obudziłbym się nawet na czas, a obudzony utknąłbym na jednym kanale jak telewizor, do którego zgubiono pilota. Do nikogo bym nie napisał i niczego nie sprawdził. Jakże upokarzające wobec moich sąsiadów musiałyby być nieudolne próby sprawdzenia pogody przez uchylone okno: chłodno, ale tak chłodno na sześć czy bardziej na dziewięć stopni? Nie wiedziałbym jak się ubrać, a co dopiero jak żyć.

Na szczęście mam go w zasięgu ręki, co zdaje się rozwiązywać wszelkie poczucie ewentualnej pustki czy niepewności. W każdej chwili mogę wybrać aplikację, która wypełni mój czas, dzięki czemu nie muszę go spędzać ze sobą. To ostatnie bywa dość krępujące, stąd pomysł o zawieszeniu półki. Filmik z tutorialem zaproponował mi mój telefon.

📲