Lekkość i ciężar

Porządki robiłam w łazience na górze, wiesz? Przez lata tyle tego człowiek gromadzi, trzyma wszystko, a potem nie może znaleźć miejsca na mydło. Powyrzucałam wszystko. Nawet tę starą wagę, co to się ważył ten cały Janek. Tak mu mówili, ale czy on Janek był naprawdę, to nie wiem. Może Jurek. Jurek to wcześniej mówili, potem był Janek.

Przychodził często, kłaniał się nisko, kapelusz wieszał i w butach powiem ci prosto do łazienki. I na wagę. Co on miał z tym, to nie wiem. Czasem zimą to tyle błota potrafił nanieść, potem sprzątaj po nim, bo on musi się ważyć. Elegant był, to nic nie mówiłam. Grzeczny taki, uprzejmy. Miałam zabronić? Przecież to żaden koszt. Raz nawet kawę przyniósł. Ale czy to znowu takie dziwne, że człowiek chce wiedzieć, ile waży? Może nosił ciężary, nie wiem. Trudno powiedzieć, każdy człowiek chce wiedzieć, ile waży. To chyba normalne.

Ale już nie przychodzi, dawno go nie było. Zmarł latem, podobno tak jak stał, w tym kapeluszu i butach, co to się w nich pchał na górę. Ludzie mówią, że nie miał lekko. Uśmiechał się, ale buty miał ciężkie. Wagę wyrzuciłam, już mu się nie przyda.
👥

Z dużej książki mała treść

Przystanąłem ostatnio przy witrynie jednej z księgarni, żeby zapoznać się z wydawniczymi nowościami. W takich chwilach zawsze uświadamiam sobie, jak długa jest moja lista książek do przeczytania i jak bardzo złym pomysłem jest dokładanie do tego kolejnej lektury.

Mimo wszystko moją uwagę zwróciła książka z dużym tytułem „Netflix, to się nigdy nie uda” pisanym trzema różnymi czcionkami. Poniżej umieszczone zostało imię i nazwisko autora z dopiskiem, iż jest to współzałożyciel i pierwszy CEO Netflixa. Na samej górze dodano wyjaśnienie: „Narodziny platformy oraz niezwykłe życie samej idei”. Na to wszystko nadrukowany został stempelek z cytatem z innego pana, tym razem dyrektora generalnego Netflixa. Cytat brzmi: „Wciągająca i mądra.” Koniec cytatu.

Jak się okazuje, obaj wymienieni na okładce panowie byli założycielami Netflixa, przy czym tylko jeden jest autorem książki. Czyli trochę tak, jakby książkę o idei supermarketu napisaną przez Piotra polecał brat Paweł. Muszę przyznać, że jest to dość przewrotna strategia promocji.

Piszę o tym, ponieważ tuż obok stała inna książka z dokładnie dwoma słowami umieszczonymi na okładce: Platon, Państwo. Nie miała na sobie żadnych dodatkowych wyjaśnień, gwiazdek, gwizdków, dzwoneczków, kokardek, stempelków, brokatu, kolorowych czcionek czy opinii starożytnych kolegów po fachu. Co prawda obie książki zostały napisane w zupełnie różnych czasach, w innym celu i zapewne dla innych czytelników, niemniej stawiając je tuż obok siebie bardzo wyraźnie widać, że coś tu się nam rozjechało, jeśli chodzi o koncepcję książki.

Osobiście nie mam zbyt wielkiej przyjemności w zanurzaniu się w lekturę, która już na etapie okładki zapewnia, że jest interesująca i warta uwagi. Niestety dookoła mamy coraz więcej takich krzykliwo-jarmarcznych publikacji – najpierw biją po oczach ustawione w dziale nowości, potem przecenione czekają na litość gdzieś w koszu z przecenami. A my zamiast czytać książki, czytamy okładki.

PS. Zastrzegam, że opisanej powyżej książki autorstwa Randolpha Marca nie przeczytałem. Nie wykluczam zatem, że w istocie może być to wciągająca i mądra książka.

🌧