My tu mamy tak

Przez długi czas szukałem określenia, które w zgrabny sposób ujęłoby główną zasadę funkcjonowania Instagrama. Odpowiedź przyszła niespodziewanie podczas przeglądania story jednej z dziewcząt, która jest znana z tego, że ma trzynaście tysięcy obserwatorów (nie mylić z fanami). Otóż ta skądinąd piękna dziewczyna wrzucając zdjęcia jeszcze piękniejszych widoków rozciągających się za oknem jej apartamentu dodała krótkie: „my tu mamy tak”.

W mojej głowie od razu pojawiło się pytanie-riposta: „a ja mam jak?”. Dla pewności podniosłem żaluzje licząc że paskudny blok, który straszy z przeciwka został być może zdetonowany odsłaniając tym samym widok na piękną miejską zieleń. Nic z tych rzecz, siwizna przełamana ciemnymi zaciekami biła po oczach wyjątkowo dotkliwie. Pomyślałem wtedy, że nawet gdybym bardzo chciał zostać wydawcą swojej instagramowej gazetki pod tytułem „ja i moje życie”, to ze względów czysto estetycznych byłoby to po prostu niemożliwe. Co ja mam do pokazania światu? Jeżyka z parówek?

Mam takie poczucie, że hasztag „my tu mamy tak” idealnie pasuje do dzisiejszej rzeczywistości, w której ludzie budują swoją tożsamość już nie poprzez to jakimi w istocie są ludźmi, ale to gdzie bywają, co widzą i jakie rzeczy mają na talerzach. W zasadzie nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że ci od pokazywania coraz częściej próbują wejść w rolę tych, którzy rzeczywiście mają coś do powiedzenia. Tak jak wejście do garażu nie uczyni człowieka samochodem, tak duża popularność nie zrobi z nikogo eksperta. Warto o tym pamiętać, szczególnie dzisiaj kiedy habilitację z życia próbuje się zrobić na liczbie lajków.

🎡

Daj lajka

Zostawcie mega łapek w górę, bo mnie to mega motywuje 👍

Taki oto wesoły rym z usłyszałem w pierwszych sekundach jednego z filmików na YouTube. Bohaterem filmu był młody chłopak – kto wie, być może przyszły influencer. Film nie traktował w zasadzie o niczym konkretnym. W moim odczuciu skupiał się przede wszystkim na zachęcaniu do subskrybowania kanału i komentowania filmu, bo – jak wielokrotnie podkreślał autor – „mega go to motywuje”.

Internetowy słownik języka polskiego PWN podpowiada, że motywować oznacza «skłaniać lub zachęcać do jakiegoś działania». Wyobrażam sobie zatem naszego youtubera u szczytu popularności, gdy rozchwytywany przez innych youtuberów, decyduje się w końcu na udzielenie wywiadu rzeki.

– Szanowny panie redaktorze, pyta mnie pan o motywację do działania, o motywację do codziennego wstania z łóżka, włączenia kamery i nagrania tego, co mam do powiedzenia światu. Otóż odpowiedź jest banalnie prosta: to co mnie motywuje, to łapki w górę. I powiem panu redaktorowi więcej. Z tego miejsca chciałem ogłosić swój nowy niezależny projekt artystyczny na najbliższą dekadę. Projekt polegać będzie na zebraniu lajka od każdego internauty na kuli ziemskiej. Projekt nazwałem roboczo „wszystkie łapki na pokład”. Owszem, jestem świadomy, że to ambitny cel, ale wiem, że mój kontent ma potencjał. A przy okazji – czy pan redaktor polubił już mój kanał?

Czasami trudno mi uwierzyć, że wirtualne kliknięcia przechowywane gdzieś na zagranicznych serwerach mają aż tak wielką siłę oddziaływania na to, co dzieje się tu i teraz. A może to ja jestem z poprzedniej epoki i nie widzę, że lajki to waluta przyszłości?

Nie wiem. Czasem mam ochotę cofnąć suba temu światu.