Świat miliona bodźców

Ostatnimi czasy próbuję wypracować strategię poruszania się w świecie miliona bodźców. 🙉

Sprawa trudna i zdradliwa, bo nawet w sytuacji kiedy udaje mi się na chwilę zatrzymać artylerię powiadomień, szybko okazuje się, że tak naprawdę znajduję się w oku cyklonu. Tam też wiatr cichnie, by za chwilę uderzyć z podwójną mocą.

Dawno już wyłączyłem wszelkie powiadomienia w telefonie. Ostrożnie oglądam telewizję – tutaj atak jest wyjątkowo brutalny, bo reklama uderza niepodziewanie, najczęściej w trakcie filmu. Unikam egzotycznego w swojej nazwie sportu zwanego ‘serfowanie po internecie’. Teraz każdą rzecz w sieci sprawdzam ostrożnie, najczęściej ubrany w żelazny hełm marki AdBlock. Do kina staram się spóźniać, radio włączam po pełnej godzinie. Brzmi jak dzień świra, ale myślę, że dzięki temu chociaż częściowo uchroniłem się przed wiedzą o najnowszych lekach na upławy, brak apetytu u psa czy najlepszej wersji magnezu.

Sprawa komplikuje się, kiedy jestem w pracy. Tutaj przyjmowanie, przetwarzanie i odsyłanie informacji stanowi podstawę moich obowiązków. Czasem pocieszam się, że to tak naprawdę jedna wielka gra w tenisa, gdzie zamiast rakiet mamy komputery, a zamiast piłeczek maile. Niestety trudno zachować optymizm, kiedy w moją stroną leci jednocześnie dwanaście różnych piłek.

Ostatecznie myślę, że wcale nie muszę być na bieżąco ze światem, z tymi wszystkimi wiadomościami, zdjęciami znajomych, filmami na YouTube. Dzisiaj wiedzieć wszystko, to nie wiedzieć nic. I lepiej dojść do takich wniosków w domowym zaciszu niż na kozetce u psychologa.

Życie w czasach postprawdy

Żyjemy w czasach jakiegoś przedziwnego, informacyjnego echa 🙉

Takie mam spostrzeżenia po obejrzeniu kilku wieczornych wiadomości. Nie od dzisiaj wiadomo, że media manipulują przekazem, ale odwoływanie się w materiale do anonimowych wpisów na Twitterze czy opinii z internetowego forum jest po prostu zuchwałym pogwałceniem podstawowych zasad dziennikarstwa. Idąc tym tropem można w zasadzie stworzyć dowolny obraz świata, w tym także w wymiarze politycznym. Wystarczy kilka wymyślonych cytatów.

Zaskakujące jest również to, że bliżej niezidentyfikowane opinie prezentowane są na równi z komentarzami osób publicznych, co w odbiorze przeciętnego widza zaciera granicę pomiędzy prawda a fikcją. W przeświadczeniu pozostaje zatem mocny, emocjonalny przekaz uwierzytelniony twarzą znanej osoby.

Taki komunikacyjny szum może wydawać się nieszkodliwy w przypadku, kiedy jest się tego świadomym. Obawiam się jednak, że wiele osób wsłuchuje się mimowolnie w echa wykreowanych opinii. W konsekwencji dochodzi do sytuacji, w której z pełnym przekonaniem gotowi są bronić stanowiska, że białe jest czarne, a czarne białe.

Smutne i przerażające.

Robimy newsa, jedziemy dalej!

Ostatnio w porannej telewizji natknąłem się na wywiad przeprowadzany znad jeziora Kisajno. 📡

Wywiadu udzielał pracownik WOPR a pytania zadawał telewizyjny prezenter. Całość dotyczyła generalnie akcji ratunkowej, ilości zaangażowanych motorówek i czasu trwania poszukiwań. W pewnym momencie padło pytanie: „Proszę powiedzieć, jaki manewr łodzią wykonał na wodzie Piotr Woźniak-Starak i czy był on niebezpieczny?”.

Przedstawiciel WOPR po raz kolejny zaczął rzeczowo wyjaśniać, że wszak manwer skrętu nie jest nietypowy, jeśli chodzi o pływanie łodzią, ale zawsze należy zachować szczególną ostrożność, zwłaszcza gdy silniki łodzi mają znaczną moc; zatem: tak, taki manewr może być niebezpieczny.

Czasem odnoszę wrażenie, że telewizyjne busy są jak mobilne punkty przemiału informacji. Przyjeżdzają w miejsce zdarzenia, bez pardonu mielą temat zadając serię pustych pytań i odejeżdżają z piskiem opon w kolejne miejsce. A to wszystko w obliczu ludzkich tragedii.

Rzeka zwana Instagramem

Nie rozumiem powszechnego ubolewania nad słabością społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Dożyliśmy tak wygodnych i bezpiecznych czasów, że jednoczenie się i walka o cokolwiek stała się po prostu niepotrzebna. Odchodzą starzy obywatele, a ich miejsce zajmują młodzi, wygodni konsumenci. Ważne są regularne przesyłki z Zalando, lunch w nowo otwartej knajpie i wakacje na Madagaskarze. Mamy wszystko, czego nam potrzeba, więc płyniemy bezrefleksyjnie z prądem rzeki postów z Instagrama i absurdalnych tematów poruszanych w telewizji śniadaniowej, w której nawet prowadzący z coraz większym trudem ukrywają swoje zażenowanie. Myślę, że ani to złe, ani dobre. Nie ma co się gniewać na obojętnych obywateli-konsumentów, bo i ten gniew obejdą obojętnością. Pytanie tylko, czy na końcu radosnego potoku nie czeka wodospad.

Na początek

Kiedy będę stary i znudzony pracą, rzucę ją i każdego dnia wystawiać się będę na ekspozycję miasta. Będę jak ten pan, który od lat chodzi po Opolu trzymając się z tyłu za nadgarstek. Albo jak Jim Morrison, który koniec życia spędził w paryskich kawiarniach, żyjąc tak lekko, że o godzinę pytał przechodniów. Odłączę sieć komórkową, nie będę czytać maili, szczególnie tych, które nie mają opcji ‘unsubscribe’ na dole. To będzie ten rodzaj wolności, którą mieli moi dziadkowie, a do której my tak bardzo tęsknimy zza szklanych szyb biurowców.