FYA

W języku korporacji funkcjonuje znienawidzony przeze mnie zwrot FYA. Trzy niewinne literki oznaczają „for your action”, czyli coś co przetłumaczyłbym jako nieco bardziej elegancką formę od „nikt ci tego nie będzie tłumaczył, domyśl się o co chodzi i łap się za robotę”.

FYA pojawia się najczęściej na samej górze przydługiej i niezrozumiałej korespondencji, którą przełożony przekazuje niżej. FYA nie towarzyszą żadne dodatkowe wyjaśnienia czy wskazówki, zapewne po to, by nie tracić czasu. Nieważne jak, ważne żebyśmy działali. Czas to pieniądz, a więc śpieszmy się, by zarobić jak najwięcej. Zastanowimy się czy to miało sens, jak już będzie gotowe. Wtedy ewentualnie porozmawiamy. Tak mniej więcej wygląda filozofia FYA.

Za każdym razem kiedy widzę maila tego typu zastanawiam się, jaki był sens chodzenia na lekcje polskiego. Na co to całe czytanie Mickiewicza i Słowackiego, nauczanie o środkach stylistycznych i gramatyce. I nie chodzi tu nawet o zachwycanie się jakaś wielką literaturą, ale o zupełnie elementarne zasady; o to, że w języku polskim podstawą komunikacji jest zdanie, czyli wypowiedź z orzeczeniem. No, ale kto ma dzisiaj czas na pokazywanie ludzkiej twarzy?

Myślę, że ta dehumanizacja komunikacji jest najlepszym komentarzem do rzekomego humanizmu naszych czasów.

🤖

Człowiek renesansu

Wspaniałe to czasy, w których każdy z nas ma możliwość sięgania po fachową wiedzę bez wychodzenia z domu. A tej dostarczają liczne kursy online prześcigające się w zaspokajaniu naszych potrzeb.

Przyznam, że dopiero niedawno odkryłem, jak wielu rzeczy powinienem się jeszcze nauczyć, a przynajmniej przejść w tym zakresie podstawowe szkolenie. Myślę, że najlepiej byłoby zacząć od kursu w stylu pożegnaj prokrastynację, bo to przecież ona jest źródłem wszelkich moich problemów i niepowodzeń. Nie moje lenistwo, wrodzona niechęć do pracy, nieróbstwo i próżniactwo, ale właśnie owa wstrętna prokrastynacja. Dobrze, że ktoś w końcu nazwał rzeczy po imieniu.

Potem wybrałbym się na kurs zarządzania sobą w czasie; kto wie, może da się zarządzić tak, żeby być w dwóch miejscach jednocześnie. Następie parę wykładów z dobrych nawyków, które po kursie wyrabiać będę szybciej niż ciasto drożdżowe, na koniec z kolei ćwiczenia z bycia zwycięzcą. Umiejętnie zarządziwszy sobą w czasie zdążyłbym jeszcze na kurs kończenia z nadmiarem, gdzie poznałbym sekret niezagracania swojej przestrzeni. Kurs kończy się egzaminem, w którym uczestnik musi wyjść z błędnego koła: chcę – kupuję – zagracam – kupuję dalej.

Przyznam, że marzy mi się jeszcze kurs szybkiego zapinania rzepów w adidasach, ale może zostawię sobie to na przyszły rok. Człowiecza doskonałość winna być bowiem wykuwana w skupieniu i cierpliwości.

👨‍💼

Suszone liście, suszone grzyby

Zesłany przymusowo na towarzyski Sybir rozmyślam ostatnio o cechach odróżniających od siebie kolejne pokolenia. Ciekawym kryterium, które pozwala bezbłędnie zidentyfikować osoby urodzone po roku 2000 jest moim zdaniem jakakolwiek szersza znajomość rodzajów grzybów i gatunków drzew. Przyznam, że sam nigdy nie błyszczałem wiedzą zgromadzoną w tej materii, natomiast w porównaniu do młodszych roczników myślę, że spokojnie mógłbym zostać grzybiarskim guru z fakultetem w zakresie suszenia liści. Jakże abstrakcyjnie w dobie TikToka musiałby brzmieć opowieści o robionych offline zielnikach.

Myślę jednak, że każde pokolenie ma jakiś swój zielnik. To najmłodsze zamieniło po prostu tradycyjny klaser na smarftona, a zamiast liści kolekcjonuje ikony aplikacji. Jeśli więc hasło mleczaj rydz wywołuje w tobie więcej entuzjazmu niż Soundcloud czy Musical.ly to znaczy, że świat poszedł o krok dalej, a ty prawdopodobnie nie jesteś już w jego avant garde. I nawet największe oburzanie na ignorancję kolejnych pokoleń nie zmieni tej sytuację ani o jotę.

Powyższe pokazuje jednak dwie bardzo ciekawe rzeczy: po pierwsze, że jako ludzie zaczynami odklejać się od świata fizycznego na rzecz tego wirtualnego, po drugie że coraz większą ufność pokładamy nie we własnej wiedzy i doświadczeniu, a w bajtach i serwerach, które (jeśli działają prawidłowo) dają nam złudne poczucie wszechwiedzy. Opuszczeni przez wujka Google mamy jednak sporą tendencję do popadania w ciemnotę, co w najlepszym wypadku może zakończyć się – pozostając w leśnej tonacji – płukaniem żołądka. Ale spokojnie, jak tylko wróci Internet będziemy mieć na tę okoliczność bardzo dobre SOR-story.

🍁

Pacjent w Ministerstwie Zdrowia Psychicznego

Zaskakujące jak wiele jest rzeczy, bez których człowiek potrafi przeżyć. Zmuszony okolicznościami rezygnuje z jałowych spacerów po wnętrzach galerii handlowych. Nie snuje się już tak gęsto pomiędzy regałami marketów budowlanych w poszukiwaniu tej konkretnej ażurowej donicy, którą umyślił kupić akurat dzisiaj, bo właśnie dzisiaj zobaczył reklamę, w której szczęśliwy człowiek to człowiek z donicą typu Fuksja. Wolny od ciężaru żółtych toreb nie ustawia się w długich kolejkach po szwedzkie klopsiki czy kawę na wynos, ograniczając zakupy jedynie do tego, co do życia rzeczywiście niezbędne. Okazuje się, że w nowych okolicznościach da się żyć i oddychać. Dzień po dniu odkrywa jak iluzoryczna była większość jego potrzeb wykreowana przez majstrów od promocji.

Dzisiaj wszyscy dookoła straszą recesją i spadkiem rozwoju, niestety nikt nie interesuje się stanem pacjenta. A ten od dłuższego czasu pozostawał w wysokiej gorączce zakupów targany raz po raz konwulsjami wciąż niewystarczającego wzrostu PKB. Szczęśliwie objawy ustąpiły, a chory po szczególnie wycieńczającym roku powoli wraca do siebie.

Ktoś powie, że odwracam kota ogonem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zgadza się – siedząc od dwóch tygodni w domu trudno o inny ogląd spraw. Wirus atakuje nasze płuca, ale być może wyleczy nasze głowy. Trzymajcie się zdrowo w tych osobliwych czasach!

🤒

Wieczny student

Ktoś powiedział, że człowiek może mówić lub słuchać. Kiedy mówi, to na ogół wyłącznie to, co sam wie. Kiedy słucha, to zawsze ma szansę dowiedzieć się czegoś nowego. Idąc tym tropem zacząłem słuchać wykładów publikowanych w sieci, co uważam za jedno ze swoich ciekawszych odkryć ostatnich tygodni. Słucham wszystkiego bez wyjątku: wykładów historycznych, językowych, medycznych, politycznych. Google podpowiada, że pod hasłem „wykład” możemy znaleźć prawie milion filmów na YouTube. Myślę, że warto czasem rzucić trochę świeżych treści na sita swojej pamięci. A nuż coś zostanie. A jak już zostanie to może i zakiełkuje.

Słuchanie wykładów ma też dla mnie bardzo praktyczną zaletę, mianowicie pracownicy naukowi na ogół nie upraszają się o subskrybowanie ich projektów badawczych. Na nasze szczęście świat nauki jeszcze nie przewalutował się na lajki.

👨‍🎓