Mięso, wódka i disco polo

Jeśli miałbym jeden wieczór na pokazanie obcokrajowcowi czym w istocie jest Polska, bez wahania zabrałbym go na tradycyjne polskie wesele. 👰

Takie, gdzie do białych koszul z krótkim rękawem nosi się szerokie, kuse krawaty, gdzie spracowane ręce wuja z wąsem odpalają papierosa od papierosa, gdzie na niepijących patrzy się jak na zdrajców ojczyzny, podobnie jak na tych, co nie jedzą mięsa. Zabrałbym go na wesele, na którym płonące półmiski z kotletami podawane są przez kelnerów w ciemnych okularach wbiegających na salę przy dźwiękach motywu z Mission Impossible, których układ choreograficzny nagradzany jest gromkimi brawami i tak już przejedzonych gości. To musiałby być ten typ wesela, gdzie podpity stryj rzuca niewybredne żarty w stronę młodych dziewcząt, a w tańcu łapie w sposób, który wszędzie indziej otagowany zostałby jako #MeToo.

Polskie wesela jak w soczewce pokazują kim jesteśmy i czym żyjemy, jak blisko nam do próżnego obżarstwa i pijaństwa, jak daleko do klasy i dobrego smaku.

Witamy w Polsce, kraju mięsa, wódki i disco polo.

Cóżeś uczynił, Prometeuszu?

Obserwując kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego stwierdzam, że tym co dzieli nasz kraj, jest ogień.🔥

Może nie tyle sam ogień, co sposób obchodzenia się z nim. Bardzo dobrze pamiętam przejmującą ciszę i łunę światła bijącą ze świeczek zapalanych w styczniu po śmierci Pawła Adamowicza. Całkowicie przeciwny obraz oglądam dzisiaj niemal w tym samym miejscu: przeraźliwe okrzyki młodych mężczyzn, dym i płonące race. Atmosfera bliższa raczej stadionowej zadymie niż honorom oddawanym na ogół w ciszy i zadumie.

Podążając za tą logiką drugiego listopada każdy z nas powinien odpalić racę nad rodzinnym grobem krzycząc coś w stylu: „Babcia, babcia, zajebista babcia!”. No chyba nie tak to się robi.

Rzeka zwana Instagramem

Nie rozumiem powszechnego ubolewania nad słabością społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Dożyliśmy tak wygodnych i bezpiecznych czasów, że jednoczenie się i walka o cokolwiek stała się po prostu niepotrzebna. Odchodzą starzy obywatele, a ich miejsce zajmują młodzi, wygodni konsumenci. Ważne są regularne przesyłki z Zalando, lunch w nowo otwartej knajpie i wakacje na Madagaskarze. Mamy wszystko, czego nam potrzeba, więc płyniemy bezrefleksyjnie z prądem rzeki postów z Instagrama i absurdalnych tematów poruszanych w telewizji śniadaniowej, w której nawet prowadzący z coraz większym trudem ukrywają swoje zażenowanie. Myślę, że ani to złe, ani dobre. Nie ma co się gniewać na obojętnych obywateli-konsumentów, bo i ten gniew obejdą obojętnością. Pytanie tylko, czy na końcu radosnego potoku nie czeka wodospad.