Jadąc na jednym kółku

Jednym z moich ulubionych absurdów dzisiejszych czasów jest rezygnacja z chodzenia przy jednoczesnym wzroście zainteresowania różnego rodzaju aktywnością ruchową, w tym – co najciekawsze – bieganiem. Do pracy jeździmy na elektrycznych hulajnogach, po pracy pocimy się na elektrycznych bieżniach. Zupełnie tak, jakby ruch bez zewnętrznego zasilania był już niemożliwy. Nie wiem czy to świat tak urósł, że musimy przemierzać go na elektrycznym kole, czy to my tak bardzo skurczyliśmy się w pogoni za wygodą i innowacyjnością.

Na początek

Kiedy będę stary i znudzony pracą, rzucę ją i każdego dnia wystawiać się będę na ekspozycję miasta. Będę jak ten pan, który od lat chodzi po Opolu trzymając się z tyłu za nadgarstek. Albo jak Jim Morrison, który koniec życia spędził w paryskich kawiarniach, żyjąc tak lekko, że o godzinę pytał przechodniów. Odłączę sieć komórkową, nie będę czytać maili, szczególnie tych, które nie mają opcji ‘unsubscribe’ na dole. To będzie ten rodzaj wolności, którą mieli moi dziadkowie, a do której my tak bardzo tęsknimy zza szklanych szyb biurowców.