Wyrwy w kontekście

Dużo szarpaniny mamy w tym życiu publicznym. Co chwilę ktoś wyrywa komuś coś z kontekstu albo – dla odmiany – próbuje włożyć w usta nie jego słowa. Okazuje się, że ze słów przeciwników politycznych można układać przepiękne mozaiki o dowolnej tematyce. Wystarczy tylko każdą wypowiedź pociąć na odpowiednio małe kawałki, a ograniczeniem staje się już tylko wyobraźnia.

Taka praktyka wśród polityków nie jest dla mnie niczym nowym. Przyzwyczaiłem się, że jeśli poseł rok temu mówił o kwadracie, to miał na myśli dzisiejsze koło i prawdopodobnie przyszłoroczny trójkąt. To po prostu kwestia spojrzenia na geometrię spraw społecznych pod odpowiednim kątem. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to pewnie dlatego, że nie jest w stanie znaleźć odpowiednio szerokiego kontekstu. Przykładowo, w skali niedofinansowanej służby zdrowia różnice w kształtach są przecież absolutnie bez znaczenia.

Martwi mnie jednak to, że wyrywaniem słów z kontekstu zaczynają zajmować się również dziennikarze. Oglądałem niedawno pewien program publicystyczny, w którym rozmówcę wręcz przymuszano do udzielenia odpowiedzi na zasadzie „tak czy nie”. Na szczęście wywiadowany zwrócił przytomnie uwagę, że świat nie składa się przecież z czerni i bieli, a zatem kontekst ma szalenie istotne znaczenie przy opisywaniu nierzadko subtelnych obszarów szarości. Nic dziwnego więc, że wypowiedź musi być nieco dłuższa, jeśli ma precyzyjnie oddawać myśl autora. Przyznam, że ta spontaniczna reakcja bardzo mi zaimponowała.

No cóż, niestety w dobie tweetów i czytania gazet nagłówkami (w czym przodują telewizyjne przeglądy prasy) nikt nie ma już czasu na wnikliwe zapoznanie się z tematem. Poznanie kontekstu staje się powoli luksusem dla bogatych. No, ale nie od dziś wiadomo, że wyborczych drzwi nie otwiera przemyślana i merytoryczna debata, a tych kilka dobrze dobranych słów wytrychów (najlepiej wyrwanych z kontekstu).

💥