pik, kier, trefl i karo

Masz karty? 🃏

Przyznam, że nie słyszałem tego pytania już od wielu lat. A przecież jeszcze nie tak dawno karty do gry były podstawą każdego wyjazdu. Grało się w Pana, Kuku, Durnia i jeszcze parę innych, których bez Wikipedii nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Była też oczywiście nudna i niekończąca się wojna, gra która w swoim założeniu miała chyba pokazywać bezsens jakichkolwiek konfliktów. Najdłużej przy życiu utrzymał się Poker, ale w tym wypadku źródeł sukcesu upatrywałbym raczej w jego hazardowych odsłonach – w moim przypadku była to jakże emocjonująca gra na zapałki.

Czy nasze wnuki będą grać w karty? Czy w świecie wirtualnej rzeczywistości ktokolwiek będzie zainteresowany emocjami jakie towarzyszą siedzeniu przy stole i wyrzuceniu kolejnych kartoników? Obawiam się, że nie. Co więcej wydaje mi się, że klasyczna talia kart trafi wkrótce do muzeum (zapewne gdzieś w okolice ilustracji przedstawiających grę w toczenie koła), a pik, kier, trefl i karo będą kojarzone raczej z czymś pomiędzy gatunkami koni a fajnymi imionami dla psów.

I tak oto po cichu zakończy się piękna historia klasycznych gier karcianych.

Jak nie utonąć w morzu konsumpcjonizmu

Po raz kolejny sprzątając mieszkanie zapełniłem dwa kartony zupełnie bezużytecznymi rzeczami. 📦

Jakieś notesy, kable, zużyte flamastry, stare filmy na DVD i masę innych równie nieprzydatnych rzeczy. Zacząłem zastanawiać się skąd we mnie to zamiłowanie do gromadzenia. Przecież niczego nie kolekcjonuję, niczego też nie zostawiam na czarną godzinę, przed którą tak bardzo przestrzegał mnie dziadek, a która jakoś nigdy nie chciała nadejść. Nadeszła za to godzina dziadka, który – gdyby to od niego zależało – w ostatnią podróż zabrałby zapewne co bardziej przydatne rzeczy z garażu.

Unikam przecen. Nie biorę darmowych próbek. Pozostaję niewzruszony, jeśli idzie o zachęty do skorzystania z oferty promocyjnej w Empiku. Wszystko, jak widać, na nic. Ale i na to znalazłem sposób. Wszystkie zbędne rzeczy zawożę regularnie na pchli targ, gdzie każdy przedmiot zyskuje nowego właściciela. To jedyne rozwiązanie żeby starym przedmiotom dać nowe życie, a samemu nie zatonąć w zdradliwych wodach konsumpcjonizmu.

I tylko dziadek w grobie się przewraca.