Uwaga, uśmiech!

Przed długi czas myślałem, że ludzie dzielą się na dobrych i złych z natury. Ostatnio dochodzę do wniosku, że podział przebiega jednak według innego kryterium, mianowicie według tego, ile w człowieku zdolności do wyrażania dobra.

Czasem miewam wrażenie, że sfera uczuć niektórych ludzi zapisana została po chińsku. Ludzie ci próbują przekazać swoją serdeczność w bardzo niezrozumiały sposób, mylą pojęcia, wykonują dziwne akrobacje językowe, zdają się na swoją intuicję, która akurat w tym wypadku prowadzi donikąd. Są jak dziecko zgubione przez rodziców na zagranicznej wycieczce. Próbują przekazać coś ważnego, ale nikt nie jest w stanie ich zrozumieć.

Na szczęście zawsze można dogadać się na migi. W tym wypadku bardzo pomocny okazuje się uśmiech, który uważam za najlepszy nośnik ludzkiej życzliwości. Uśmiechanie się nie wymaga przecież szczególnych kompetencji, wyższych studiów czy jakichkolwiek kursów. Bywa za to najprostszą metodą płatności za to, czego nie da się wycenić. Jest komunikatem rozumianym wszędzie i przez wszystkich. Jest w końcu czymś w rodzaju oliwy dla naszych zacierających się czasem międzyludzkich mechanizmów. I nie mówię tu o najpopularniejszym emotikonie wstawianym na końcu zdania z grobową miną, ale prawdziwym ludzkim uśmiechu.

Myślę więc, że nie ma ludzi złych, są ewentualnie tacy, do których nikt się nigdy nie uśmiechał.

😁

Wielkie jest czekanie

W robieniu zdjęć z wakacji zatoczyłem ogromne koło i ponownie znalazłem się tam, gdzie byłem mając jakieś osiem lat. Wtedy na wszelkie wyjazdy zabierałem mały analogowy aparat wyposażony w trzydzieści sześć klatek, które należało starannie rozłożyć na wszystkie dni wyjazdu. Niedługo potem modne stały się aparaty cyfrowe wyparte ostatecznie przez smartfony. W efekcie z każdych ostatnich wakacji przywoziłem na kartach pamięci setki zdjęć, z których żadne nie dostąpiło zaszczytu wydrukowania i umieszczenia w albumie. Absurd sytuacji uświadomiła mi dopiero reklama aplikacji umożliwiającej usuwanie duplikatów zdjęć zrobionych w takiej samej scenerii, bo przecież zawsze robi się kilka, żeby móc potem „coś wybrać”.

Ostatnio wróciłem do aparatu analogowego i uważam to za świetne rozwiązanie. Ograniczony długością kliszy nie fotografuję już wszystkiego, co widzę, co powoduje z kolei, że na wakacjach jestem przede wszystkim turystą, a nie archiwistą. Każde zdjęcie wymaga chwili namysłu, przyjrzenia się scenerii i wyczekania na odpowiedni moment do uruchomienia migawki. Najbardziej podoba mi się jednak fakt, że – wbrew powszechnym dzisiaj tendencjom – fotografii analogowej nie możemy mieć tu i teraz. Możliwość obejrzenia zdjęć wymaga cierpliwości. Tej samej zresztą, której kiedyś wymagało oczekiwanie na kartkę czy list od przyjaciela. Sztuka czekania stała się jakoś dziwnie niemodna.

🕰