Wypalenie zawodowe

Wiesz, ja to się już chyba wypaliłam zawodowo w tym urzędzie – wyznaje mi przy obiedzie znajoma, lat trzydzieści dwa. 🤷‍♀️

Niby wszystko super, praca można powiedzieć zbieżna z moimi zainteresowaniami, bo to jednak Departament Czasu Wolnego i Rekreacji, ale ty wiesz, ile my tam mamy obowiązków? Ostatnio przyszła do mnie dyrektora i mówi: Jola, trzeba będzie ulotkę zrobić o tej ścieżce zdrowia, co to ją wizytowałaś. Bo wiesz, zrobili w parku taką ścieżkę z kostki i parę razy wysłali mnie tam z urzędu, żeby zobaczyć czy wszystko w porządku. Pochodziłam w kółko, no ale myślę sobie, co będę wracać, rozpisałam delegację to jeszcze posiedzę, pokarmię gołębie czy coś. No i ona żebym ulotkę o tym zrobiła. A wiesz, ja w umowie nie mam nic o pracy twórczej, no to poprosiłam dyrekcję o spotkanie całego zespołu z prośbą o wyjaśnienie naszego zakresu obowiązków, bo wiesz, dzisiaj się zgodzisz na ulotkę, a jutro co? Przemówienie prezydenta miasta z okazji mistrzostw w wędkarstwie spławikowym? Dziękuję bardzo! Biedna Basia siedziała po nocach i czytała o kołowrotkach. Nie no mówię ci, ja przy środzie to czuje się jak rozjechana przez walec. Autentycznie. Śniadanie, kawka, fajeczka, coś tam pogadamy i tu raptem trzynasta, obiad, no to co tak efektywnie zrobisz przez dwie godziny? Wiesz, to by się dało, ale to potrzeba ludzi. Efekt jest taki, że przychodzi piątek i ja totalnie nie wiem jak się nazywam. Ale tak totalnie. I powiedz mi, ile można w takim tempie?

Nie wiem Jola – odpowiadam jednak na to retoryczne pytanie – może czas pomyśleć o jakiejś spokojniejszej robocie.

Pokolenie Y w drodze na Mount Everest

Kolejny milenials spada ze ściany 🧗🏻‍♀️

Żyjemy w globalnej wiosce. Miejscu, w którym bez problemu możemy śledzić ludzi sukcesu. Ci którym się udało, zapewniają nas, że wszystko zależy od motywacji, ciężkiej pracy i poświęcenia. Wtórują im wszelkiej maści trenerzy biznesu i kołczowie od samorozwoju.

W tym wszystkim pojawia się moje pokolenie – ludzi pewnych siebie, zmotywowanych, przekonanych o swojej wyjątkowości, z biografią Steva Jobsa w plecaku. Dla części z nich sukces staje się obsesją, tym większą im dłużej się nie pojawia. Przecież wszyscy mówią, że wystarczy marzyć!

W ostatnim czasie obserwuję sytuacje, gdzie wspólne życiowe wyprawy dwójki ludzi zamieniają się w dramatyczny atak szczytowy jednej z nich. Silna potrzeba sukcesu sprzyja decyzji o porzuceniu bazy, tym samym ciężaru jakim w drodze na szczyt okazuje się partner. I być może wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że każda wspinaczka ma jednak wiele niepewnych chwytów. W takiej sytuacji odpadnięcie od skały bez asekuracji drugiej osoby może na długo przesłonić marzenia o zdobywaniu szczytów.

Spokój mistrza

Na dobry początek tygodnia podrzucam Wam trzy inspirujące myśli Piotra Voelkela, założyciela grupy VOX, które podsłuchałem w niedawnym wywiadzie. Warto wziąć do serca, zastosować w pracy, być może także w życiu. 💫

🔹Wyjdź z inicjatywą

„Nie ukrywam, że też czasami korci mnie, żeby zachować się całkowicie inaczej niż wszyscy i znaleźć jakąś własną niszę, jakiś własny pomysł na aktywność, która nie jest tylko byciem w peletonie, ale próbą szybkiej ucieczki jakąś własną trasą.”

🔹Szukaj nowych celów

„Warto przemyśleć wspólnie czy nie zmienić zupełnie celów i nie poszukać nowych, bardziej takich krwistych, ciekawych, budzących entuzjazm. Szukam rzeczy, które by mnie inspirowały, ciekawiły. Poczucie bezpieczeństwa i sens tego co robimy, myślę, że to są kluczowe elementy sukcesu.”

🔹Zapanuj nad lękiem

„Kluczową kompetencją lidera jest to, żeby zapanować nad własnym lękiem. I nasza edukacja i bardzo często nawet dobrze troszczący się o nas rodzice wytwarzają u nas niepotrzebnie dużo lęku. Ciągle nas uprzedzają przed konsekwencjami błędu i opowiadają nam jaki świat jest niebezpieczny. Nic bardziej żałosnego niż szef firmy który jest de facto wystraszony, boi się świata, a tuszuje to często agresją lub arogancją licząc na to, że za tymi wszystkimi pozorami bohaterstwa ukryje to, że się boi życia, boi decyzji, boi przyszłości.”