Radio Dramat, codzienna dawka niepokoju dla Ciebie i Twojej rodziny

Mam takie stare radio, z którego czasem lubię posłuchać muzyki. Pech chciał, że ostatnio zacząłem bawić się pokrętłem strojenia o pełnej godzinie, a to, co usłyszałem łapiąc kolejne fale przeszło moje, i tak już niezbyt wysokie, oczekiwania.

Brzmiało to mniej więcej tak: Kolejne niepokojące wiadomości płyną zza granicy (…); Eksperci biją na alarm (…); Nowy niebezpieczny dopalacz na polskim rynku (…); Rodzinna tragedia w Rudzie Śląskiej (…); Rośnie liczba zakażonych koronawirusem (…); Dramatyczna akcja ratunkowa na jeziorze w Pile (…); USA i Chiny zmierzają w kierunku, z którego nie ma powrotu (…); Siedem osób zginęło, a trzydzieści dwie zostały ranne po tym, jak (…).

Po tej osobliwej wycieczce od 88 do 108 FM wyjrzałem profilaktycznie za okno w poszukiwaniu lecącej w moją stronę asteroidy. Przyznam, że gdybym zobaczył zbliżającą się kulę ognia, nie byłbym chyba szczególnie zmartwiony. Biorąc pod uwagę ogrom nieszczęścia, o jakim zostałem właśnie poinformowany, unicestwienie naszej planety postrzegałbym raczej jako pewnego rodzaju promyk nadziei na lepsze jutro.

Naprawdę nie mam pojęcia skąd wziął się pomysł, by serwis informacyjny opierać przede wszystkim na dramatycznych wydarzeniach z całego świata. Co mam zrobić z informacją o katastrofie kolejowej w Rio de Janeiro? Przypominać sobie o niej za każdym razem, kiedy będę wsiadać do pociągu? Człowiek odgrzewa sobie dobry nastrój z resztek po miłych rzeczach, a tu wpada taka informacyjna Magda Gessler i zaczyna rzucać talerzami.

Nie pozostaje nic innego, jak ubrać się w elegancją koszulę, położyć wygodnie i domknąć wieko trumny. W środku niech przygrywa radyjko na baterie – to na wypadek zwątpienia, że na świecie dzieje się jeszcze coś dobrego.

📻

Co tytuł panie, to kapiszon!

Wie pan, dużo tych takich troli jest, fake newsów. 🌪

Takie słowa usłyszałem od pewnego starszego pana, z którym miałem okazję dzielić stolik w kawiarni. Z rezygnacją zamknął klapę swojego sfatygowanego laptopa przesuwając go na brzeg stołu. Poprawił się na krześle, po czym zwrócił w moją stronę.

– Wchodzę proszę pana na informacje – ciągnął dalej zawiedziony – widzę po nagłówku, że niecodzienna sprawa, czytam, a tam panie zupełnie inna tematyka. Wojna w tytule, a czytasz pan, że wojny nie ma. Człowiek umiera, a tam ani słowa o chorobie. Co tytuł panie, to kapiszon.

– To są proszę pana takie klikbajty. – odpowiadam krótko.

Starszy pan zamilkł. Pociągnął spory łyk kawy nie odrywając ode mnie wzorku. Uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie przemówiłem do niego w zupełnie niezrozumiałym języku, ale postanowiłem nie korygować błędu. Pracowałem dalej nad swoim Excelem.

– Pan też już na ich stronę przeszedłeś? – rzucił w końcu – Dziękuję bardzo! Niczego się już człowiek dzisiaj nie dowie. Żegnam!

Schował laptopa do reklamówki, stojąc dopił kawę, po czym szybkim krokiem wyszedł na ulicę.

Pomyślałem wtedy, że miał jednak sporo racji.