Mięso, wódka i disco polo

Jeśli miałbym jeden wieczór na pokazanie obcokrajowcowi czym w istocie jest Polska, bez wahania zabrałbym go na tradycyjne polskie wesele. 👰

Takie, gdzie do białych koszul z krótkim rękawem nosi się szerokie, kuse krawaty, gdzie spracowane ręce wuja z wąsem odpalają papierosa od papierosa, gdzie na niepijących patrzy się jak na zdrajców ojczyzny, podobnie jak na tych, co nie jedzą mięsa. Zabrałbym go na wesele, na którym płonące półmiski z kotletami podawane są przez kelnerów w ciemnych okularach wbiegających na salę przy dźwiękach motywu z Mission Impossible, których układ choreograficzny nagradzany jest gromkimi brawami i tak już przejedzonych gości. To musiałby być ten typ wesela, gdzie podpity stryj rzuca niewybredne żarty w stronę młodych dziewcząt, a w tańcu łapie w sposób, który wszędzie indziej otagowany zostałby jako #MeToo.

Polskie wesela jak w soczewce pokazują kim jesteśmy i czym żyjemy, jak blisko nam do próżnego obżarstwa i pijaństwa, jak daleko do klasy i dobrego smaku.

Witamy w Polsce, kraju mięsa, wódki i disco polo.