Z wulgaryzmem na piersiach bardziej mi do twarzy

Przyznam, że nie bardzo rozumiem, czym kierują się designerzy projektujący kolekcje dla popularnych sieciówek. 👕

Od czasu do czasu zaglądam do sklepów typu Cropp, House czy New Yorker. Za każdym razem wychodzę z nich jednak z pustymi rękami i sporymi wątpliwościami, co do kierunku w jakim zmierza tzw. moda użytkowa.

Pomijam odejście od klasycznych rozwiązań, które moim zdaniem sprawdzają się najlepiej. Może nawet i słusznie – młodość to czas wolności i nieszablonowych rozwiązań, także w kwestiach ubioru. Przy czym rozwiązań prawdziwie awangardowych nie szukałbym raczej na wieszakach globalnych marek, ale to na marginesie.

W oczy najbardziej kłują mnie jednak krzykliwe i mało estetyczne stylizacje t-shirtów z nadrukowanymi przypadkowo wyrazami typu reborn, destroy czy reset. Jaki przekaz niesie taki wyrwany z kontekstu zwrot? Moim zdaniem żaden, za to bardzo dobrze wpisuje się w obecny klimat efekciarstwa i oderwania od głębszych treści. Być może w czasach kiedy wiele osób ma niewiele do powiedzenia, przemawiać muszą napisy na piersiach. Wyraźny nadruk o treści FUCK wyraża przecież więcej niż tysiąc słów.

W tym kontekście ciekawy jestem wyobrażenia, jakie na temat świata zachodniego mają szwacze z Bangladeszu. Być może obszywając kolejny wulgaryzm dochodzą do wniosku, że w sumie to nie ma czego zazdrościć.