Szczęśliwe życie

Recepta na szczęśliwe życie od pewnego lekarza:

1️⃣ Budzisz się i żyjesz – tysiąc osób w Polsce umiera codziennie podczas snu. Warto doceniać każdy dzień i kończyć go w zgodzie z najbliższymi.

2️⃣ Masz pracę, którą lubisz – każdego dnia wychodzisz z domu żeby zrobić coś, co sprawia ci przyjemność. Jesteś zadowolony z miejsca w którym pracujesz. Jeśli nie lubisz swojej pracy to postaraj się ją zmienić.

3️⃣ Pomagasz innym – robisz wszystko to, za co jedyną zapłatą jest słowo „dziękuję”. Duże i małe rzeczy. Znajomym i nieznajomym.

4️⃣ Masz coś, co jest tylko twoje – hobby, zainteresowania, pasje, inspiracje. Coś do czego możesz uciec, kiedy wszystko dookoła się nie układa.

To chyba najlepsza recepta jaką kiedykolwiek dostałem. Przekazuję dalej z najlepszymi życzeniami na kolejny rok! 🎉

Nieznośny ciężar dorosłości

Powszechną tendencją wśród ludzi w moim wieku jest ostatnio narzekanie na dorosłość. 🤕

W przypadku części malkontentów jest to czynność, która ma w sobie jednak sporo elegancji – trochę jak odpalenie drogiego cygara i wymachiwanie nim przed oczami rozmówcy. Z jednej strony zaczyna dominować zmęczenie pierwszą prawdziwą pracą, z drugiej pojawia się niemała duma, że jednak możliwa jest wyprowadzka od rodziców i utrzymanie się bez ich pomocy. Patrzcie, oto jestem!

Dużo ciekawsi są jednak ci drudzy, czyli młodzi dorośli dla których trzy dekady to wciąż za krótko by z dziecka zmienić się w dorosłego. Narzekają, że to wszystko nie miało przecież tak wyglądać i że najchętniej przeszliby już na przyśpieszoną emeryturę. Pytani o stały związek wzdychają, że nie są jeszcze gotowi, a założenie rodziny kojarzy się im przede wszystkim z grą The Sims. I tu kolejne rozczarowanie – w prawdziwym życiu nie ma jak wpisać ‘klapaucius’. Dla nich dorosłość to spektakl, forma smutnej komedii, w której każdy aktor przebiera się w garnitur, przybija pieczątki i rozdaje wizytówki. W takiej sytuacji najlepiej owinąć się kocem i odpalić Netflixa. Dorosłym życiem pomartwimy się jutro.

Nie wiem, który model godzenia się z dorosłością jest lepszy, to chyba bardzo indywidualna kwestia. Mam jednak wrażenie, że kiedyś po prostu nie było czasu na wynurzenia i refleksje o ciężarze życia, który biorąc pod uwagę nie tak odległe przecież czasy, był jednak dużo bardziej dojmujący.

Samolot z papieru

Z podstawówki zapamiętałem, że ucząc się i będąc ciekawy świata mogę dolecieć gdziekolwiek zechcę – zupełnie jak precyzyjnie złożony samolot z papieru. 🛫

Przez wszystkie lata nauczania składałem więc origami własnej osoby, by siłą rozpędu dolecieć na studia. Po pięciu latach mogłem oficjalnie dorysować na skrzydłach skrót „mgr” i wylądować w pierwszej w miarę dobrze płatnej pracy. W tym momencie wystrzeliły szampany, a na lotnisku przywitała mnie delegacja znajomych gratulując sukcesu i życząc wysokich zarobków.

I nagle okazało się, że codzienność zaczęła sprowadzać się do wykonywania tych samych obowiązków i pogoni za coraz wyższą pensją. Papierowy samolot razem z całą moją ciekawością świata przepadł gdzieś na dnie szuflady.

Zacząłem zastanawiać się czy tak ma wyglądać modelowy lot przez dorosłe życie – zakończony na pierwszym możliwym lotnisku. Być może. W moim wypadku czuję jednak, że wiatr zmian może przynieść jeszcze bardzo wiele dobrego, czego i Wam życzę.

Kto się wstydzi latać?

Coś czuję, że flygskam się u nas nie przyjmie. ✈️

Świat zwraca uwagę na ślad węglowy. Mówi się o tym, by zrezygnować z samolotów na rzecz podróży pociągami, by przesiąść się z samochodów na transport zbiorowy, by gasić światło, oszczędzać wodę, nie kupować plastiku, odpowiedzialnie segregować śmieci.

Kiedy się o tym przypomina, wszyscy z uznaniem kiwają głowami. Kiedy przychodzi do codziennych wyborów jakoś trudno zrezygnować z wygodnych rozwiązań. Skoro stać mnie na samochód to nie po to, by jeździć zatłoczonym tramwajem. Mam pieniądze, więc stać mnie na dietę w plastikowych pudełkach. Jestem zmęczony pracą, więc polecę wypocząć na drugim końcu świata. Przyjęliśmy konsumpcję jako wyznacznik jakości życia, co z założenia kłóci się z oszczędnym wykorzystaniem zasobów naszej planety. Niby się wstydzimy, ale jakoś tak bez przekonania.

Nie mam wątpliwości, że pojedynek wygody ‚tu i teraz’ z dobrem przyszłych pokoleń ‚tam i kiedyś’, wygra to pierwsze. Potrzeba naiwności szesnastolatki, by twierdzić inaczej.