Lekko i wygodnie

Ostatnio po raz kolejny wybrałem się na intelektualną wycieczkę trasą ciągnącą się wokół Góry Rozsądku, z tym skromnym założeniem, że w końcu dotrę do końca i zrozumiem, dlaczego pomimo tak wielu doniosłych krzyków w sprawie klimatu, wciąż tak niewiele się zmienia. Punktem wyjścia była dla mnie informacja, że oto Coca-Cola zdecydowała się nie rezygnować z plastikowych butelek, bo klienci je lubią, bo są lekkie, wygodne i da się je zakręcić.

No dobra, wróg klimatu wykonał ruch, pora na moją odpowiedź. Ekologiczna intuicja podpowiada mi, że należałoby teraz ze wszystkich sił zbojkotować krnąbrnego producenta napojów. No ale jak to? Tylko Coca-Colę? Przecież inni robią dokładnie to samo – wszyscy mają plastik za uszami. Może trzeba w całości przerzucić się na szkło, czyli coś czego nie lubią klienci, bo jest ciężkie, niewygodne i nie da się zakręcić.

No dobra, przemęczę się, ale co jak przyjdą znajomi? Podejmę ich krzysiem, tonikiem jurajskim i sprytnym zbysiem? Już to widzę. Najpierw nazwą mnie ekologicznym ultrasem, a potem wytkną, że mocno oszukanym, bo szklane butelki trzymam w plastikowych skrzynkach. Na koniec, jak w jakimś fatalnym horrorze, wyciągną swoje dwulitrowe cole w plastikowych butelkach i sunąc w moją stronę z upiornym uśmiechem zaczną powtarzać, że wszyscy klienci je lubią, bo są lekkie, wygodne i da się je zakręcić.

W takiej sytuacji uzbrojony prawdopodobnie jedynie w otwieracz do kapsli z napisem Władysławowo, mógłbym co najwyżej zrobić urażoną minę i krzyknąć coś w stylu „how dare you”. W taki oto sposób kończy się każda moja próba zrozumienia mechanizmów prowadzących do sytuacji, w której wszyscy wszystko wiedzą, ale nikt niczego nie robi. Ale my chyba właśnie takie życie lubimy. Lubimy, bo jest lekkie, wygodne i da się je zakręcić.

🥤

Wielkie jest czekanie

W robieniu zdjęć z wakacji zatoczyłem ogromne koło i ponownie znalazłem się tam, gdzie byłem mając jakieś osiem lat. Wtedy na wszelkie wyjazdy zabierałem mały analogowy aparat wyposażony w trzydzieści sześć klatek, które należało starannie rozłożyć na wszystkie dni wyjazdu. Niedługo potem modne stały się aparaty cyfrowe wyparte ostatecznie przez smartfony. W efekcie z każdych ostatnich wakacji przywoziłem na kartach pamięci setki zdjęć, z których żadne nie dostąpiło zaszczytu wydrukowania i umieszczenia w albumie. Absurd sytuacji uświadomiła mi dopiero reklama aplikacji umożliwiającej usuwanie duplikatów zdjęć zrobionych w takiej samej scenerii, bo przecież zawsze robi się kilka, żeby móc potem „coś wybrać”.

Ostatnio wróciłem do aparatu analogowego i uważam to za świetne rozwiązanie. Ograniczony długością kliszy nie fotografuję już wszystkiego, co widzę, co powoduje z kolei, że na wakacjach jestem przede wszystkim turystą, a nie archiwistą. Każde zdjęcie wymaga chwili namysłu, przyjrzenia się scenerii i wyczekania na odpowiedni moment do uruchomienia migawki. Najbardziej podoba mi się jednak fakt, że – wbrew powszechnym dzisiaj tendencjom – fotografii analogowej nie możemy mieć tu i teraz. Możliwość obejrzenia zdjęć wymaga cierpliwości. Tej samej zresztą, której kiedyś wymagało oczekiwanie na kartkę czy list od przyjaciela. Sztuka czekania stała się jakoś dziwnie niemodna.

🕰

Szczęśliwe życie

Recepta na szczęśliwe życie od pewnego lekarza:

1️⃣ Budzisz się i żyjesz – tysiąc osób w Polsce umiera codziennie podczas snu. Warto doceniać każdy dzień i kończyć go w zgodzie z najbliższymi.

2️⃣ Masz pracę, którą lubisz – każdego dnia wychodzisz z domu żeby zrobić coś, co sprawia ci przyjemność. Jesteś zadowolony z miejsca w którym pracujesz. Jeśli nie lubisz swojej pracy to postaraj się ją zmienić.

3️⃣ Pomagasz innym – robisz wszystko to, za co jedyną zapłatą jest słowo „dziękuję”. Duże i małe rzeczy. Znajomym i nieznajomym.

4️⃣ Masz coś, co jest tylko twoje – hobby, zainteresowania, pasje, inspiracje. Coś do czego możesz uciec, kiedy wszystko dookoła się nie układa.

To chyba najlepsza recepta jaką kiedykolwiek dostałem. Przekazuję dalej z najlepszymi życzeniami na kolejny rok! 🎉

Nieznośny ciężar dorosłości

Powszechną tendencją wśród ludzi w moim wieku jest ostatnio narzekanie na dorosłość. 🤕

W przypadku części malkontentów jest to czynność, która ma w sobie jednak sporo elegancji – trochę jak odpalenie drogiego cygara i wymachiwanie nim przed oczami rozmówcy. Z jednej strony zaczyna dominować zmęczenie pierwszą prawdziwą pracą, z drugiej pojawia się niemała duma, że jednak możliwa jest wyprowadzka od rodziców i utrzymanie się bez ich pomocy. Patrzcie, oto jestem!

Dużo ciekawsi są jednak ci drudzy, czyli młodzi dorośli dla których trzy dekady to wciąż za krótko by z dziecka zmienić się w dorosłego. Narzekają, że to wszystko nie miało przecież tak wyglądać i że najchętniej przeszliby już na przyśpieszoną emeryturę. Pytani o stały związek wzdychają, że nie są jeszcze gotowi, a założenie rodziny kojarzy się im przede wszystkim z grą The Sims. I tu kolejne rozczarowanie – w prawdziwym życiu nie ma jak wpisać ‘klapaucius’. Dla nich dorosłość to spektakl, forma smutnej komedii, w której każdy aktor przebiera się w garnitur, przybija pieczątki i rozdaje wizytówki. W takiej sytuacji najlepiej owinąć się kocem i odpalić Netflixa. Dorosłym życiem pomartwimy się jutro.

Nie wiem, który model godzenia się z dorosłością jest lepszy, to chyba bardzo indywidualna kwestia. Mam jednak wrażenie, że kiedyś po prostu nie było czasu na wynurzenia i refleksje o ciężarze życia, który biorąc pod uwagę nie tak odległe przecież czasy, był jednak dużo bardziej dojmujący.

Samolot z papieru

Z podstawówki zapamiętałem, że ucząc się i będąc ciekawy świata mogę dolecieć gdziekolwiek zechcę – zupełnie jak precyzyjnie złożony samolot z papieru. 🛫

Przez wszystkie lata nauczania składałem więc origami własnej osoby, by siłą rozpędu dolecieć na studia. Po pięciu latach mogłem oficjalnie dorysować na skrzydłach skrót „mgr” i wylądować w pierwszej w miarę dobrze płatnej pracy. W tym momencie wystrzeliły szampany, a na lotnisku przywitała mnie delegacja znajomych gratulując sukcesu i życząc wysokich zarobków.

I nagle okazało się, że codzienność zaczęła sprowadzać się do wykonywania tych samych obowiązków i pogoni za coraz wyższą pensją. Papierowy samolot razem z całą moją ciekawością świata przepadł gdzieś na dnie szuflady.

Zacząłem zastanawiać się czy tak ma wyglądać modelowy lot przez dorosłe życie – zakończony na pierwszym możliwym lotnisku. Być może. W moim wypadku czuję jednak, że wiatr zmian może przynieść jeszcze bardzo wiele dobrego, czego i Wam życzę.

Kto się wstydzi latać?

Coś czuję, że flygskam się u nas nie przyjmie. ✈️

Świat zwraca uwagę na ślad węglowy. Mówi się o tym, by zrezygnować z samolotów na rzecz podróży pociągami, by przesiąść się z samochodów na transport zbiorowy, by gasić światło, oszczędzać wodę, nie kupować plastiku, odpowiedzialnie segregować śmieci.

Kiedy się o tym przypomina, wszyscy z uznaniem kiwają głowami. Kiedy przychodzi do codziennych wyborów jakoś trudno zrezygnować z wygodnych rozwiązań. Skoro stać mnie na samochód to nie po to, by jeździć zatłoczonym tramwajem. Mam pieniądze, więc stać mnie na dietę w plastikowych pudełkach. Jestem zmęczony pracą, więc polecę wypocząć na drugim końcu świata. Przyjęliśmy konsumpcję jako wyznacznik jakości życia, co z założenia kłóci się z oszczędnym wykorzystaniem zasobów naszej planety. Niby się wstydzimy, ale jakoś tak bez przekonania.

Nie mam wątpliwości, że pojedynek wygody ‚tu i teraz’ z dobrem przyszłych pokoleń ‚tam i kiedyś’, wygra to pierwsze. Potrzeba naiwności szesnastolatki, by twierdzić inaczej.